Trochę historii

Trochę historii

Można zadać pytanie… dlaczego oni jadą w 4 osoby? Pozagryzają się tam nawzajem!!! We dwójkę to tak.. ale w czwórkę? Tyle, że my znamy się jak łyse konie – no i na razie jeszcze żyjemy ;-)

Nasz pierwszy wyjazd… trudno to sobie przypomnieć, ale poszperałam, pogrzebałam i w starych galeriach ze zdjęciami znalazłam :) Polly i Elmer na MazurachLato, rok 2005 – nasza pierwsza wspólna wyprawa. Wypad pod namiot do miejscowości o bardzo charakterystycznej nazwie Zgon, który leży na Mazurach nad jeziorem Mokre. W trakcie tych kilku dni mogliśmy się poznać od trochę innej strony, niż tylko spotkanie na imprezie i w kinie albo na piwo i pogaduchy. Wspólne męczarnie z rozkładaniem namiotu, śniadanie na trawie, relaks nad jeziorem czy też kilka stresujących godzin w aucie z szalonym drajwerem Tomaszem N., skazani tylko na siebie :) Wyjazd okazał się bardzo przyjemny – coś między naszą czwórką „zaiskrzyło” i od tamtej pory urlopy zazwyczaj planujemy wspólnie.

AyutthayaJednym z większych naszych wspólnych wyjazdów była podróż do Tajlandii. Trzytygodniowa wyprawa, a tyle planowania :) Pierwsze rozmowy na jej temat pojawiły się już dziewięć miesięcy przed wyjazdem. Planowanie trasy, wymagane szczepienia, zakup plecaków czy załatwienie muggi na komary ;) oj było ciekawie. W końcu po upojnej sylwestrowej nocy 1 stycznia 2009, niemal prosto z imprezy, – jedni na większym, drudzy na mniejszym kacu, spotkaliśmy się na lotnisku i już po blisko 24 godzinach byliśmy na miejscu. Zaczęliśmy standardowo od Bangkoku. Pierwszy szok był już na lotnisku.. okazało się OGROMNE :D Zakwaterowanie i krótkie zwiedzanie miasta, a później przejazd busem do dawnej stolicy Ayutthaya. Do dziś wspominamy przemiłego, chyba 80-letniego Taja (naszego przewodnika), którego nikt ze zwiedzających nie rozumiał :D Kultowym już słowem jest „blyba” co w bliższym nam angielskim zapisujemy jako „river” :) Uśmieliśmy się wszyscy po pachy!

Panor i Marta w Ayutthaya

Kolejnym przystankiem było Chiang Mai, przepiękne miejsce, w którym od razu wszyscy się zakochaliśmy. Nie czuliśmy nóg, ale dzielnie brnęliśmy za Polly, która zaciągnęła nas chyba do wszystkich możliwych świątyń w mieście :) Po zapoznaniu się z otoczeniem miejskim postanowiliśmy wypuścić się do dżungli. Dwa dni chodzenia po górach z przewodnikiem, spanie w chatce na palach, której jedynym wyposażeniem były moskitiery, materace i koce. W środku zakwaterowano kilkanaście osób, z których dwie czy trzy chrapały tak okrutnie, że nawet Jerry wymiękł ;-) Mimo tego przygoda niezapomniana. Poznaliśmy ciekawych ludzi z różnych zakątków świata. Podczas rozmów z innymi czuliśmy się dziwnie wspominając, że nasza podróż trwa TYLKO 3 tygodnie. Oni albo właśnie rzucili pracę, albo mieli swój dobrze prosperujący biznes, albo dostali bezpłatne urlopy na kilka miesięcy i  dziwili się, że przyjechaliśmy na tak krótko. A dla nas były to wyproszone u pracodawcy AŻ dwudziestojednodniowe wakacje ;) Rozmyślaliśmy wtedy co tu zrobić, żeby podróżować tak jak oni… Na pocieszenie na koniec przygody zafundowaliśmy sobie pełen wrażeń spływ na tratwie i przejażdżkę na słoniu (ta na szczęście wbrew wcześniejszym planom trwała tylko godzinę).

Angkor Wat

Kolejnym punktem naszej wyprawy była Kambodża i słynne Angkor Wat. Niewiarygodnie przepiękne widoki, niezwykłe budowle, mili ludzie, przyjemny hotel. Zupełnie inny świat, niż ten który zastaliśmy na przejściu granicznym z Tajlandii do Kambodży. Tajska DżunglaUbóstwo, bezdomne dzieci, trzylatki noszące na rękach swoje kilkumiesięczne rodzeństwo… a wszędzie informacje o karach za wykorzystywanie seksualne dzieci. Jednym słowem koszmar, jakiego chyba nigdy wcześniej nie widzieliśmy. Z tym widokiem ciężko było się oswoić, a na jakiś czas musieliśmy, ponieważ daliśmy się oszukać :( Autobusu, który miał na nas czekać w Kambodży niestety nie było w umówionym czasie – czekała za to cała masa taksówek… Po kilku godzinach wyczekiwania na „dworcu” odjechaliśmy busem. Oczywiście standard był inny od tego opisywanego przez biuro, ale kto by wtedy na to zwracał uwagę. W każdym razie warto było się męczyć, bo Angkor Wat okazało się niezapomniane.

Ostatni przystanek po tych wszystkich przygodach to wypoczynek na wyspie Kho Tao. Kilka dni w bungalowach, byczenie się na plaży, jedzenie pyszności, masaże… nic milszego na koniec tak intensywnej podróży nie mogło się nam przydarzyć.

Koh Tao

Powyższe perypetie to tylko cząstka tego, co nas zahartowało:) Nasza czwórka poznawała się przez wiele lat i odwiedziła jeszcze całe mnóstwo miejsc, które warto zobaczyć i o których chcemy Wam opowiedzieć :) W kolejnej odsłonie może dowiecie się o campingach we Włoszech, przepełnionej śmiechem Holandii, i na pewno o niewiarygodnych Indiach.

Angkor Wat

Angkor Wat

Tajlandia

 

2 comments

  1. Martuha Kwiecień 22, 2013

    No pewnie :) Szalony Driver. Jak moglibyśmy o tym zapomnieć :D

    Odpowiedz
  2. Tomasz N. Kwiecień 22, 2013

    O!, jest i o mnie ! :)

    Odpowiedz

Odpowiedz

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress