Trochę historii #2

Trochę historii #2

Włochy. Zawsze chciałam tam pojechać :) To tak blisko, a jednak tak daleko. Dużo się nasłuchałam o najlepszych lodach we Florencji, Wenecji dla zakochanych i Krzywej Wieży w Pisie. W końcu udało mi się tam dotrzeć, chodź nie bez kłopotów :)

Podróż zaczęliśmy nietypowo. W związku z tym, że Polly musiała uczestniczyć w konferencji w Wiśle i pojechała tam kilka dni przed nami, miał to być nasz pierwszy przystanek. Niestety wcześniej jeszcze sporo się działo… Umówiliśmy się z Maćkiem ok. godziny 12:00. Dzwonimy, dzwonimy – nie odbiera. Czekamy… nie oddzwania. Nie wiemy co zrobić i co się dzieje. WlochyW końcu odebrał – okazało się, że ich kotka Zonka ma kłopoty ze zdrowiem :| Na szczęście weterynarz zdziałał cuda i mogliśmy z lekkim poślizgiem ruszyć w stronę trasy katowickiej :) Jedziemy, rozmawiamy, sielanka, aż tu BANG! Wjechał w nas bus, jedyne 30 minut drogi za Warszawą :| Cały prawy bok auta zmasakrowany… byliśmy prawie pewni, że już nigdzie dalej nie pojedziemy. Okazało się, że Panor „niechcący” wjechał pod prąd na remontowanej drodze i auto obok, które chciało skręcać w lewo wjechało w nas… a może to my wjechaliśmy w niego ;) Na szczęście nikomu nic się nie stało, ucierpiał tylko samochód i portfel Panora. Kolejne półtorej godziny później ponownie ruszyliśmy w stronę Wisły, do której dotarliśmy już bez przygód :)

Kolejnego dnia wystartowaliśmy z samego rana.Wlochy Odebraliśmy prawie prosto z parkietu Polly, która wspominała minioną super imprezę, ale na nasze szczęście szybko zasnęła :P Około 17:00 dotarliśmy na camping Fusina w Wenecji. Po rozłożeniu namiotu i ogólnym ogarnięciu wszystkiego poszliśmy na spacer, a później zjedliśmy kolację na kocu, graliśmy w makao i popijaliśmy piwka. Następnego dnia kupiliśmy bilety na łódź i popłynęliśmy zwiedzać Wenecję. Moje pierwsze wrażenia, no cóż… szczerze, to byłam trochę zawiedziona. Miasto tak bardzo mnie nie zachwyciło. Ładna architektura, ale jakoś tak nic szczególnego. Może zbyt dużo od niego oczekiwałam i spodziewałam się czegoś trochę bardziej „wspaniałego”? Sama nie wiem. Wieczorem po spakowaniu się pojechaliśmy dalej.

WlochyNaszym kolejnym przystankiem była Florencja. Stacjonowaliśmy na fajnym campingu Plus Camping Michelangelo. To miejsce było zdecydowanie bardziej interesujące niż Wenecja. Już sam widok z campingu zachwycał :) Z restauracji znajdującej się na szczycie campingu rozpościerał się fantastyczny widok na całe miasto. Za dnia wygląda to niesamowicie, nocą chyba jeszcze piękniej. We Florencji odwiedziliśmy wiele bardzo ładnych kościołów, katedr z cudownymi wnętrzami, uliczek z dobrymi restauracjami i sklepików z przepysznymi lodami. Ludzie tam wydali się bardzo sympatyczni i uprzejmi. Obowiązkowym punktem każdego dnia było jedzenie. Odwiedziliśmy więc pizzerię, którą polecali w przewodniku, jako tą jedną z najlepszych w mieście (niestety nie pamiętam nazwy). Na miejscu można było obejrzeć jak kucharz przygotowuje pizzę. Każda z nich była rzeczywiście bardzo smaczna i wszyscy wyszliśmy zadowoleni i najedzeni :) a chyba szczególnie Elmer, który uwielbia pizzę ;D Po całodniowym chodzeniu, dość mocno wycieńczeni, wróciliśmy na camping ładować siły na kolejny dzień, który zaplanowaliśmy w Sienie.

Siena słynie z Piazza del Campo. Na tym placu, o specyficznym kształcie wachlarza, ma miejsce  słynne Palio, tj. toskański festyn na cześć Matki Boskiej. W trakcie festynu, dwa razy w roku, odbywa się gonitwa konna. Nie trafiliśmy na Palio, Wlochyale to chyba lepiej, ponieważ miasto byłoby kompletnie wypełnione turystami. A tak możemy polecić odpoczynek na placu i zjedzenie najlepszych lodów pistacjowe jakie kiedykolwiek mieliśmy okazję spróbować (na prawo od ratusza) :)

Następnym celem na planie naszej wyprawy było San Gimignano. Nocowaliśmy na przyjemnym campingu. W ciągu jednego dnia zwiedziliśmy całe miasto, a ponadto widzieliśmy dwie winnice. Wyprawa była dość interesująca – zobowiązałam się, że grupa popije wino w winnicach, a ja, świeżo upieczony kierowca, odwiozę wszystkich bezpiecznie na camping :) Wszystko byłoby fajnie, gdyby nie kręte i trudne do pokonania dla mnie włoskie drogi. Na początku trasy wszyscy byli dość mocno przerażeni moim „stylem jazdy”, niemniej w drodze powrotnej, po kilku/kilkunastu kieliszkach wina, cały samochód pokładał się ze śmiechu, opowiadał różne kawały i historie. WlochyNikt jakoś nie zwracał szczególnej uwagi na moją jazdę. Ciekawe to było doświadczenie wozić tak zdenerwowanych, a później mocno zrelaksowanych pasażerów, którzy mimo wszystko odetchnęli z ulgą po wyjściu z samochodu ;)

Przedostatnim przystankiem wakacji była Pisa i jej słynna Krzywa Wieża. Wstąpiliśmy tam na chwilę zobaczyć tą popularną budowlę. Przyznaję… jest krzywa :) Turystów było tam jednak zbyt wielu. Każdy oczywiście robił słynne zdjęcia typu „dźwigam wieżę”, „trzymam wieżę”, „kopię wieżę”. Wyglądało to przekomicznie. Po szybkich zdjęciach, kupieniu pamiątek i obiedzie wróciliśmy do samochodu. Po przejechaniu ok. 100 km dotarliśmy do Cinque Terre. WlochyWieczorem w jednym z pubów natrafiliśmy na grupę kibiców i udało nam się obejrzeć mecz Polaków na EURO 2012. Niestety była to pierwsza z rzędu porażek do tego stopnia, że oglądający z nami mecz Włosi bardzo szybko stracili zainteresowanie polską piłką i nie zmienili kanału chyba tylko przez grzeczność ;-) Po meczu przeszliśmy kilka kroków nad morze, gdzie przy winie, leżąc na  leżakach, słuchaliśmy szumu morza.

Następnego poranka kupiliśmy bilety na pociąg i zwiedziliśmy przepiękne miejscowości: Monterosso, Vernazza, Riomaggiore, Corniglia oraz Manarola, leżące na skałach tuż nad wodą. Miasteczka w Cinque Terre w 1997 roku zostały uznane przez UNESCO i tworzą Park Narodowy i Chronioną Strefę Morską. Cały region jest przepiękny. Wszędzie drzewa oliwkowe i wiśniowe, małe plaże nadmorskie, niesamowite uliczki w każdym z miasteczek oraz niesamowite widoki. Idealne miejsce do odpoczynku.

Cinque Terre było naszym ostatnim przystankiem we Włoszech. Kolejnego dnia około godziny 4 rano rozpoczęliśmy powrót do Polski, Wlochytym razem przez całe 1600 km nie przytrafiło się nic złego ;-) Po 18 godzinach jazdy wyłącznie autostradami (z campingu aż na Bemowo!) dotarliśmy do domu. A kolejnego dnia… no cóż, znów rozpoczęła się dla nas codzienna rutyna, czytanie zapełnionej wiadomościami skrzynki pocztowej, całe mnóstwo zaległych i aktualnych obowiązków w pracy. No może pierwszego dnia trochę odpuściliśmy i poopowiadaliśmy trochę nasze przygody z podróży :) W każdym razie z całą pewnością możemy polecić Wam wyprawę w ten rejon Włoch i zwiedzanie przepięknych miejsc.

 

3 comments

  1. Ola Maj 23, 2013

    A ja uwielbiam Wenecję, o! :-P Byłam już dwa razy i mam nadzieję, że będzie jeszcze kolejna okazja.

    Odpowiedz
    • Martuha Maj 23, 2013

      Każdy ma jakieś swoje upodobania :) My trafiliśmy też na pochmurny dzień. W każdym razie reszta Włoch była zdecydowanie bardziej interesująca dla mnie :D

      Odpowiedz
  2. CiotkaA Maj 22, 2013

    Ktoś ma talent fotograficzny :-)
    Bardzo ciekawe ujęcia !!!
    Opowieść o podróży do Włoch zresztą też :-)

    Odpowiedz

Odpowiedz

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress