Siarczyste Bromo

Siarczyste Bromo

Po relaksie na bajkowych plażach Pacitanu wyruszyliśmy w wyczerpującą podróż do miasta Malang. Trasa okazała się być bardzo krętą, górską drogą, wszystkim doskwierał upał, a Panora nadal dość mocno bolało kolano po upadku na skuterze. Niespełna 240 km jechaliśmy ponad 11 godzin. W trakcie jazdy obdzwoniliśmy kilka hosteli w poszukiwaniu taniego noclegu na kolejnych kilka dni. W końcu wybraliśmy hostel z łazienką w rozsądnej cenie. Jak się jednak okazało w pokojach i owszem była łazienka, ale tylko z toaletą… bez prysznica oraz jakiejkolwiek możliwości umycia się. Zapytaliśmy więc, gdzie w takim razie można się odświeżyć? Może na korytarzu jest wspólny prysznic? Odpowiedź była negatywna. Pokoje, o które nam chodziło takiej opcji nie miały. Prysznic był dostępny tylko w pokojach dwa razy droższych. Mimo zmęczenia, postanowiliśmy poszukać innego noclegu, który spełniałby nasze oczekiwania i do tego nie był zbyt drogi. Nauczeni doświadczeniem teraz pytaliśmy o pokój z prysznicem, a nie tylko łazienką, czyt.: toaletą. Dość szybko udało nam się taki właśnie znaleźć :)

Kolejnego dnia wspólnie namówiliśmy Piotrka, żeby jednak pojechał do szpitala, zrobił prześwietlenie i upewnił się, że z nogą wszystko w porządku. Nasze obawy brały się stąd, że noga mimo upływu czasu była spuchnięta i bolała, a przed nami rysowała się perspektywa trekkingu na wulkan, a później kopalnię siarki. Panor w końcu uległ presji. Na nasze szczęście państwowy szpital znajdował się jedynie 5 minut drogi piechotą z hotelu :) Na miejscu pracownicy placówki dość szybko zajęli się „turystami” i zarejestrowali do lekarza. Przyjął nas bardzo miły doktor mówiący po angielsku, ortopeda w klinice sportowej. Po oględzinach stwierdził, że pod skórą przy kolanie znajduje się sporo krwi, która podczas chodzenia naciska i dlatego noga wciąż boli. Poprosił więc Piotrka o położenie się na kozetce (hiehiehie) i przygotował odpowiedniej wielkości strzykawkę i pojemnik na krew. Panor zapytał: Będzie bolało? Lekarz na to: oczywiście, że tak i szczerze się uśmiechnął :D Odsączonych zostało 5 dużych strzykawek krwi. Piotrowi zrobiło się trochę gorąco podczas całego zabiegu, ale efekt był zdumiewający. Opuchlizna zeszła razem z krwią i zniknęła w koszu na odpady. Lekarz oznajmił, że nasza wyprawa na Bromo i kopalnię siarki jest jak najbardziej realna i życzył nam powodzenia. Z ulgą odetchnęliśmy i zaczęliśmy planować dalsze dni.

Wycieczkę na obie atrakcje wykupiliśmy w biurze rekomendowanym przez Lonely Planet, znajdującym się w naszym hotelu. Wynegocjowaliśmy rozsądną cenę dla całej czwórki pod warunkiem, że nie będziemy afiszować się z kwotą, jaką zapłaciliśmy ;) Wyprawa rozpoczęła się o 1:00 w nocy, a ok. 3:00 busik dowiózł nas do miejsca, bromo_ijen_58 gdzie musieliśmy się przesiąść do czerwonego jeepa, którym, w towarzystwie kilkudziesięciu innych jeepów, dojechaliśmy prawie na szczyt. Po króciutkim „trekkingu” dotarliśmy na szczyt góry, naprzeciw której znajdował się wulkan Bromo. Na miejscu było ciemno, strasznie zimno i tłoczno. Dość szybko zdaliśmy sobie sprawę, że jeśli chcemy mieć ładne zdjęcia, musimy zająć odpowiednie miejsce, dlatego przez prawie czterdzieści minut staliśmy przy murze z dobrym widokiem na wulkan. Około 4:20 zaczęło się całe przedstawienie. Wskoczyłam na kolumnę, gdzie miałam do dyspozycji trzy-centymetrowy murek i przez ponad godzinę cykałam fotki wulkanu i całego widoku, który zapierał dech w piersiach. Panor przez cały czas instruował mnie jak powinnam ustawić aparat, a przy okazji dzielnie podtrzymywał, żebym nie spadła ;] Słońce wschodziło powoli. Co kilka minut wszystko wyglądało inaczej. W końcu słońce w pełni oświetliło Bromo – wyglądało to naprawdę magicznie, co widać na naszych zdjęciach. Widok jakby z innej planety. Podczas całego spektaklu nie czułam zimna czy odrętwienia rąk, dopiero po oddaniu aparatu stwierdziłam, że mam skostniałe dłonie. Było tam zimno do tego stopnia, że kilka warstw ciepłych ciuchów, które mieliśmy na sobie nie było wystarczających. bromo_ijen_52Chwilę później zjechaliśmy z góry, przeszliśmy przez morze piasku i weszliśmy na wulkan. W promieniu kilku kilometrów wszędzie był pył – miałki i ciemny – i z tego powodu spacer nie należał do przyjemnych. Do tego dość mocno kurzyło się za końmi, którymi miejscowi ludzie za drobną opłatą podwozili leniwych turystów. Po kilkudziesięciu minutach marszu i pokonaniu 253 schodów w końcu weszliśmy na Bromo. Zmęczeni, lecz z uśmiechem na twarzy, mogliśmy podziwiać niesamowity obraz i odhaczyć na naszej liście „must see” kolejne niesamowite miejsce na ziemi.

Po wulkanie Bromo przyszła pora na słynną kopalnię siarki w kraterze wulkanu Ijen. Startowaliśmy z miejscowości Bondowoso, w której mieliśmy zapewniony nocleg. Podróż rozpoczęliśmy o 3:00 w nocy, a już o 5:30 rozpoczęliśmy trekking na wulkan. Wcześniej wszyscy w biurze organizującym wyjazd wspominali, że trekking nie jest męczący, a nachylenie terenu nie jest zbyt duże. Szybko okazało się, że jest jednak dość stromo. Ja, nie wiedzieć czemu, opadłam z sił już na samym początku. Zrobiło mi się słabo, zlałam się potem i musiałam usiąść. Na szczęście po chwili wytchnienia wszystko minęło. Panor ze swoją nogą też nie miał lekko. Już po Bromo kolano trochę go bolało, dlatego perspektywa kilkugodzinnego trekkingu nie była zbyt zachęcająca – ale nie można było tego przegapić. Na szczycie widok był faktycznie przepiękny, chcieliśmy jednak zobaczyć jeszcze więcej – sam proces wydobycia siarki we wnętrzu krateru, którą tragarze samodzielnie przygotowują i w koszach ważących 60-80 kg wnoszą na szczyt krateru a później znoszą do podnóża wulkanu. W czasie wchodzenia na szczyt Ijen jeden z takich siłaczy, chudszy i niższy od każdego z nas, zagaił nas o jedzenie i picie. bromo_ijen_74Po krótkiej serdecznej rozmowie o nas i jego rodzinie zaproponował, że możemy zejść na sam dół i przekonać się na własne oczy jak ciężka jest jego praca. Po ustaleniu niewygórowanej kwoty 12 PLN na głowę zaczęliśmy schodzić. Nie każdy się na to decyduje. Zejście było niebezpieczne, strome i bardzo wąskie. Schodzący bez ładunku, zawsze ustępował miejsca wchodzącemu, ponieważ miejsca na ścieżce było tylko na jedną osobę. Do tego gęste opary siarki powodowały, że oczy strasznie szczypały, a oddychanie było bardzo męczące. Ciężko wyobrazić sobie jak oni to wytrzymują bez zakrytych oczu i ust, w dodatku z tak wielkim obciążeniem. Niektórzy z nich nie mieli nawet butów, a większość chodziła w laczkach – mimo to pokonywali dystans, który dla naszej czwórki nawet bez obciążenia był ciężki do przejścia. Na dole kopalni zobaczyliśmy „piekło” w postaci buchającego bezustannie szaro-żółtego drażniącego dymu. Ujrzeliśmy ciężką pracę górników, którzy w pocie czoła pracują podczas procesu schładzania gazów wydobywających się z głębi wulkanu, które po ochłodzeniu przyjmują postać płynną, a na samym końcu po zastygnięciu stają się niesamowicie żółtą bryłą siarki. Tuż obok tego „piekła” rozpościera się oszałamiający widok na ogromne, turkusowe jezioro, którego woda zawiera duże stężenie kwasu siarkowego i innych trujących substancji.

Po ujrzeniu tego wszystkiego ciężko mi było pomyśleć, że ci mężczyźni świadomie decydują się na tak wyczerpującą pracę, często kończącą się różnego rodzaju chorobami – a wszystko po to, aby zapewnić lepszy byt swojej rodzinie… A mimo tak ciężkiej pracy na ich twarzach często widać uśmiech.

 

7 comments

  1. CiotkaA Październik 21, 2013

    Po raz kolejny DZIĘKI za relację i przepiękne zdjęcia !!!!! :-)
    To daje odrobinę wyobrażenia o tym jak piękne miejsca oglądacie, choć czasem w trudnych warunkach..
    No i słowa uznania za przekonanie Piotrka na wizytę u lekarza :-)

    Odpowiedz
  2. Pojechana Październik 21, 2013

    Ajć! Tych wulknanów starszliwie Wam zazdroszczę! Byłam tak blisko, a jednak nie udało się dotrzeć… No i będę musiała jeszcze wrócić na Jawę przez to! :-)

    Odpowiedz
    • martuha
      martuha Październik 21, 2013

      Ola. Koniecznie musisz tu przyjechać. Na prawdę warto :)

      Odpowiedz
  3. Sheepy Październik 20, 2013

    Najpier słowa uznania dla Panora i dla grupy której udało się namówić go na wizytę u lekarza. A gdzie fotka lekarza który pomagał? :-) Natomiast patrząc na Wasze zdjęcie w kapturach, hustkach i kurtkach pozapinanych pomyślałam sobie ufff, wreszcie mają tak jak u nas. My tu w płaszczach, szalikach, kozakach, botkach etc a Wy tak w tych tropikach. Zatem te kurtki są suuper! A tak ogólnie – to nadal jestem pełna podziwu, zazdroszcze i trzymam kciuki za Wasze wojaże. Pi ekne fotki, opisy i proszę, dzielcie się dalej bo tłumy to czytają. A że grudniowe dłuuugie wieczory przed nami over here in PL to jestem in need :-) CIAO!! xxx

    Odpowiedz
    • martuha
      martuha Październik 21, 2013

      :) Było zimno. Ale tylko przez moment :] Teraz tylko upał, upał i jeszcze raz upał nam doskwiera. W Kucie braliśmy prysznic po kilka razy dziennie. Pogoda nie do wytrzymania :)

      Odpowiedz
  4. HiszpAnka Październik 19, 2013

    Niektóre z tych zdjęć są tak piękne, że można oszaleć z zachwytu! Dzięki, że choć na fotach (póki co) mogę zobaczyć jak wyjątkowa jest tamta część świata:-). No i podziwiam za odwagę i wytrzymałość:-)

    Odpowiedz
    • Polly Październik 21, 2013

      Fotki oddają ta niesamowitosc tylko w części, dla mnie widok Bromo o wschodzie słońca jest chyba nadal nr 1, a na pewno w pierwszej trójce widoków życia :) bardzo bardzo polecam!

      Odpowiedz

Odpowiedz

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress