O podróżowaniu po Azji przemyśleń luźnych kilka

O podróżowaniu po Azji przemyśleń luźnych kilka

Dzięki wyjazdom do Tajlandii, Kambodży i Indii „kilka” kilometrów po Azji miałem za sobą jeszcze przed wyruszeniem w roczną podróż, a teraz mogę dorzucić do tego także miesiąc z plecakiem w Malezji. W tym czasie, podczas któregoś z kolei przemieszczania się z miejsca na miejsce, przyszło mi do głowy kilka spostrzeżeń, którymi postanowiłem się podzielić – może ułatwią one komuś podjęcie „wyjazdowej” decyzji ;-)

Sam temat podróżowania można rozszerzyć generalnie na cały świat, ale jako że dla sporej części społeczeństwa ta „daleka i nieprzystępna” Azja jest tajemnicza i być może nawet trochę niebezpieczna, spróbuję rozwiać te obawy.

Jak się okazuje podróżowanie w Azji jest w zasadzie tak proste jak w Europie. Dosłownie :-) Trzeba tylko lekko się przestawić jeśli chodzi o komfort, czystość albo punktualność, ale i to nie zawsze odbiega od naszych standardów.

Co robisz będąc np. w Warszawie, gdy decydujesz się pojechać do Krakowa czy polecieć do Budapesztu? Odpalasz przeglądarkę, a następnie szukasz połączeń autobusowych, kolejowych lub lotniczych, przy okazji porównując ich ceny. I albo tylko na tym kończysz i bilet kupujesz na dworcu/lotnisku albo jeśli możesz – rezerwujesz/kupujesz bilet przez internet. That’s all. W Azji można zrobić to dokładnie w ten sam sposób.

W wielu azjatyckich krajach strony internetowe są po angielsku, dochodzimy więc do pierwszej „rzeczy”, która jest raczej niezbędna – chociaż podstawowej znajomości języka angielskiego. Przydaje się to również wtedy, gdy dworce autobusowe w małych miasteczkach nie mają udostępnionych rozkładów jazdy – wtedy trzeba już dopytać lokalersów. Należy jednak być czujnym – chęć do zarobienia na białasach jest zazwyczaj duża i nie da się ukryć, że ceny dla nas są na ogół wyższe ;-) To druga wskazówka – sprawdź różne opcje i targuj się. Niekiedy nijak nie można porozumieć się po angielsku. Wtedy, jeśli nie znasz lokalnego języka, wystarczy podanie nazwy naszego celu; później zazwyczaj następuje schodzenie z ceny zapisywanej na kawałku papieru. Jeśli deal nie chce zakończyć się po Twojej myśli przełykasz „zniewagę” i płacisz więcej niż zamierzałeś albo, o ile to możliwe, szukasz innej opcji transportu :-)  Najczęściej jednak odejście od pojazdu jest najmocniejszym argumentem w negocjacjach.

Kiedy już wiesz, gdzie chcesz jechać, przydałoby się dowiedzieć, co chcesz tam zobaczyć; potrzebujesz więc trzeciego „niezbędnika” – przewodników. Najlepsze wg mnie są te elektroniczne na Kindle’a. Masz jedno małe i lekkie urządzenie, a na nim kilka lub więcej przewodników. Na ogół są po angielsku, jest to więc druga sytuacja, kiedy przyda się znajomość języka. Lecąc samolotem, jadąc busem lub koleją albo siedząc gdzieś w knajpie smakując lokalne przysmaki, „wertujesz” przewodnik i decydujesz, jaki będzie Twój kolejny cel. Później musisz tylko kupić bilety albo załatwić taxi i jedziesz dalej. I nie ma znaczenia czy cel jest w tym samym kraju, w którym aktualnie jesteś, czy też przyjeżdżasz/przelatujesz do kolejnego. Zapewniam, że wszystko da się załatwić szybko, sprawnie i bez problemu. Przy czym szybkie załatwienie transportu to jedna sprawa, a drugą jest dość powszechna w tych rejonach niechęć do pośpiechu. Niejeden raz będziesz czekać nawet kilka godzin, zanim busik zapełni się pasażerami – na pusto nikt przecież nie pojedzie ;-) Więcej nawet – przekonasz się, jak wiele osób ponad zamysł producenta może się zmieścić do środka (a czasem również na zewnątrz). W takiej sytuacji pozostaje Ci, podróżniku, zwykłe wyluzowanie i „popłynięcie z prądem”. Chill :-) Nawet nie próbuj z tym walczyć. Tak czy inaczej zawsze polegniesz, a poddając się tempu ich życia zaoszczędzisz sobie nerwów i nie stracisz zdrowia ;-) I zobaczysz jakie to fajne uczucie, jak nie musisz się już nigdzie spieszyć, nic Cię nie goni ani Ty nie gonisz niczego. O to właśnie chodzi w takim podróżowaniu :-) Jeśli chcesz naprawdę „popłynąć” – jest to czwarta oczywista oczywistość.

Piątą i ostatnią rzeczą, jakiej będziesz potrzebował, jest zapas gotówki na koncie i karta do bankomatu. Nie zdziw się jednak, że nie zawsze i nie z każdego bankomatu będziesz mógł skorzystać; jakaś gotówka w portfelu i karty różnych operatorów są więc mocno wskazane. Kasy zabezpiecz w zależności od Twoich potrzeb i tego czy celujesz w pięciogwiazdkowe hotele czy dormitorium w hostelu, wykwintne restauracje czy uliczne knajpki pełne lokalnych ludzi. Zdecydowanie polecam posiłki uliczne. Im biedniej i skromniej taka knajpka wygląda, tym śmielej tam wchodź. Będziesz pozytywnie zaskoczony nie tylko cenami, ale i smakiem.

Teraz tak naprawdę wszystko zależy od Ciebie i tego, czy zdecydujesz się na samodzielne podróżowanie; jak widzisz wystarczy dosłownie kilka „rzeczy” i możesz bezstresowo jechać gdzie chcesz – oczywiście o ile nie zapomnisz zabrać paszportu ;-)

PS. Skoro o podróżowaniu na własną rękę mowa to napiszę jeszcze co warto zabrać ze sobą na taki wyjazd (wielkie dzięki dla Łygiego za niektóre podpowiedzi):

  • dwa plecaki – w małym elektronika i wszystko co cenne, a w dużym cała reszta; mały poza tym przyda się do noszenia rzeczy w czasie zwiedzania ;-)

  • rzeczy do spania – mały i lekki śpiwór, wkład do śpiwora (na śpiwór czasami za ciepło, a pościel nie zawsze jest tak czysta jak byśmy tego chcieli), moskitiera, dmuchana karimata i poduszka; jeśli ktoś zmierza spać tylko w hotelach i hostelach to może pominąć trzy ostatnie rzeczy ;-)

  • dobrze wyposażona apteczka, coś mocnego na komary i do dezynfekcji rąk, podstawowe kosmetyki, zapas soczewek, okulary – jeśli ktoś potrzebuje, stopery do uszu, golarka

  • przejściówka do kontaktów, rozgałęziacz, wtyczki i kable do elektroniki, tablet/notebook, telefon, aparat fotograficzny, Kindle, latarka czołówka, słuchawki

  • szybkoschnące ręczniki, ocean pack, trochę sznurka (do prania albo moskitiery), karty do gry, scyzoryk, komplet plastikowych sztućców, kubeczek, była też super miseczka do jedzenia, którą niestety ukradli nam na lotnisku, mała kłódka, antykradzieżowa linka do mocowania bagaży, podręczny „sejf” na cenne rzeczy – tutaj podziękowania dla moich kolegów i koleżanek z Dzbanka za ten super prezent, używam go codzienne ;-)

  • buty i ubrania – trekkingowe, sandały Teva i laczki, jedna kurtka przeciwdeszczowa, jedna bluza, 6 podkoszulek, jedne długie bojówki, dwie pary krótkich spodni, jedne kąpielówki, 5 par bokserek, 2 pary długich skarpet (już wiem, że 4 to za dużo), czapka, chusta na szyję (klimatyzacja jest czasami za bardzo wydajna).

To chyba wszystko co zabrałem ze sobą w tę roczną  podróż (w zasadzie cała nasza czwórka ma bardzo podobne zestawy). I jak się powoli przekonuję, w domu mam całą masę do niczego niepotrzebnych gratów (Olu Ś. – miałaś rację :-D); coś czuję, że po powrocie wiele z nich zostanie na strychu u teściów :-)

PS 2. Duży plecak waży 16,5 kg, a mały niecałe 7 kg, ale sądzę, że można by jeszcze z czegoś zrezygnować i nosić mniej na plecach ;-)

 

10 comments

  1. mozgownica Maj 18, 2014

    Pisałeś o zapasie soczewek. Możesz napisać coś więcej jak podróżuje się z soczewkami, mam na myśli higienę i ryzyko zakażenia (np. woda, którą myjemy ręce przed założeniem i zdjęciem soczewek może mieć bakterie etc…). Sama przygotowuje się do wyjazdu w tamte regiony i zastanawiam się jak rozwiązać ten problem i czy jednak nie zdecydować się na okulary. Z góry dzięki!

    Odpowiedz
    • elmer
      elmer Maj 19, 2014

      Po 6 miesiącach w Azj mogę napisać, że nie mieliśmy problemów z oczami. Normalnie myliśmy ręce w wodzie z kranu i żadnej choroby nie złapaliśmy. Możesz pomyśleć o soczewkach które można nosić dzień i noc przez miesiąc. Wtedy dużo rzadziej będziesz musiała je ściągać aby np. przemyć. A wyjazd z okularami to z jednego powodu niezbyt dobry pomysł (to znaczy warto mieć ze sobą oczywiście w zapasie) – tam jest takie słońce, że aż trzeba chodzić w przeciwsłonecznych :-) A dwie pary na nosie nie wyglądają za dobrze ;-)

      Odpowiedz
      • mozgownica Maj 19, 2014

        Dzięki za odpowiedź. Może zbyt panikuję z tą wodą ale jednak oczy… hmm nie podlegają wymianie. W sumie wodą można się zakazić pewnie w każdym miejscu. Zawsze można mieć ze sobą małą butelką wody do umycia rąk.

        Odpowiedz
  2. HiszpAnka Wrzesień 18, 2013

    Hola viajeros!:-) Prześlijcie choć trochę słońca, por favor, bo tutaj jakoś smętnie i zimno:-( buuu

    Odpowiedz
  3. Lachman Wrzesień 17, 2013

    16,5 kg?! Złośliwie napiszę tak: wyrzuć 1/3 rzeczy ;) A poważnie – po pierwszych 2 wyjazdach w tropiki zamieniłem t-shirty na rozpinane koszule. Są znacznie lżejsze, można je rozpiąć, i mają kieszenie. 3-4 sztuki wystarczają w zupełności, już jesteś co najmniej 1 kg do przodu :)

    Odpowiedz
    • elmer
      elmer Wrzesień 19, 2013

      Planuje na Bali wymienic cześć garderoby ;-) Czyli za jakieś max 2 tygodnie :-D

      Odpowiedz
  4. Sheepy Wrzesień 16, 2013

    Aaaa i jeszcze pytanie z cyklu organizacyjnych (do dziewczyn) – jak to robicie ze pedicure ciagle taki ładny? :-)

    Odpowiedz
    • Polly Październik 21, 2013

      Ładny mani i pedi był jeszcze z domu – nie moglysmy nigdzie znaleźć zmywacza wiec chcąc nie chcąc trwał ;)

      Odpowiedz
  5. Sheepy Wrzesień 16, 2013

    Rewelacja, już wiem co zabrać ze sobą na urlop. DZIĘKI!! Ah jak ja Wam zazdroszcze. Tutaj jesien zawitała, jest fatalnie. A Wy? Nawet sweterka nie zakładacie, a co dopiero mówić o kurtkach, szalikach, czapkach i ciepłych butach. Skandalejro

    Odpowiedz
    • elmer
      elmer Wrzesień 17, 2013

      Kurtki przydały się na wulkanie ;-) A bluza i coś na szyję w busach czy samolotach bo tam mocno chłodzą :-)

      Odpowiedz

Odpowiedz

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress