„Przepraszam, czy…?” czyli o hotelach z przymrużeniem oka

„Przepraszam, czy…?” czyli o hotelach z przymrużeniem oka

Czy zdarzyło się wam po nocy w hotelu stwierdzić, że dokonany wybór z różnych względów nie był strzałem w dziesiątkę? Nam tak, i to wielokrotnie, co w sumie nie jest niczym dziwnym, gdyż miejsce do spania zmieniamy średnio co 4-5 dni i na ogół kierujemy się jednak głównie ceną… ;-) Dlatego też wszystkim spragnionym spokojnego snu bez niespodzianek przedstawiamy podręczną listę spraw do wyjaśnienia z obsługą hotelową ;-)

1. Klimat w pokoju

Zagadnienie niby trywialne bo albo klimatyzacja w pokoju jest albo nie. Z drugiej jednak strony co komu po klimatyzacji, jeśli nie działa pilot do niej (Miri, Borneo). Oczywiście możesz włączyć ją ręcznie, mając jednak na uwadze, że działa wtedy stale na np. osiemnastu stopniach. Oznacza to, że w nocy obudzisz się dosłownie zamarznięty i ledwo dasz radę wstać z łóżka, żeby ją wyłączyć, co przy tropikalnej aurze bardzo szybko zamieni twój pokój w saunę. I tak źle, i tak niedobrze ;-)

Ważne jest też sprawdzenie jak działa klimatyzacja. Można mieć szczęście i prawie jej nie słyszeć albo go nie mieć, i wtedy, gdy ktoś ma lekki sen, leży biedny w nocy i słucha jak coś w niej wyje, trzeszczy, puka, klika albo kapie (Cebu, Filipiny)… Często też, patrząc na takie totalnie zasyfione urządzenie, zastanawiasz się czy bezpiecznie jest je włączać, bo na pewno coś w nim musi mieszkać (Bandar Seri Begawan, Brunei). Nawet jeśli wszystko działa jak należy, trzeba być czujnym – mieliśmy raz sytuację, kiedy obsługa zdalnie wyłączała nam klimę i w nocy musieliśmy prosić o jej ponowne odpalenie (Dien Bien Phu, Wietnam).

To samo z wiatrakami. Te czasami potrafią dosłownie grać jakieś minimalowe albo hardtekkowe kawałki (Puerto Galera, Filipiny)… O ile na początku jest to raczej śmieszne i można nawet pokiwać stopą do rytmu, to po godzinie zaczyna doprowadzać do szału… Czasem też po włączeniu wiatraka musisz sprzątać łóżko z kurzu, który od bliżej nieokreślonego czasu gromadził się na skrzydłach wiatraka;-)

2. H2O

Nawet w tych najtańszych pokojach na ogół jest łazienka; zazwyczaj jest w niej sedes, prysznic, a poza Malezją i Indonezją także umywalka ;-) Ale w Malangu na Jawie trafiliśmy do hotelu, gdzie mimo, iż łazienka w pokoju była, to bez prysznica, a takiej ogólnodostępnej kąpielowej po prostu nie było :-D Bywa też niekiedy tak, że prysznic nie działa i trzeba polewać się małym kubełkiem z większego wiadra (Mabul, malezyjska część Borneo). Co najlepsze kubełek ten służy także do spłukiwania… wiadomo czego ;-)

Inna sprawa to temperatura wody. Do tej pory bywało tak, że zimna wystarczała i tylko przez ostatni miesiąc niezbędna jest gorąca. Ale kiedy zdarza się tak, że da się ustawić tylko mega gorącą, kąpiel przestaje być przyjemnością (Ha Long City, Wietnam), więc pytanie o zimną wodę czasami może być przydatne ;-)

3. Łóżkowe tematy

Nie, nie mam tu na myśli dostępności usług seksualnych, tylko szeroko rozumiany komfort spania ;-)

a) Meczety

Na ogół są ciekawym elementem krajobrazu i w dzień albo pod wieczór fajnie posłuchać śpiewającego muezina. Dźwięki te są naprawdę bardzo tajemnicze i przejmujące, i robią na mnie niesamowite wrażenie. Ale spokojnie – nie zamierzam być drugim Brodym (serial Homeland) ;-) Mają jednak meczety pewne wady. Dzięki głośnikom, muezinów słychać naprawdę dobrze, a wołania zaczynają bardzo wcześnie – o 4 albo 5 rano. Jeśli masz pecha i spisz tuż obok meczetu, poranne i donośne pobudki są więcej niż pewne. My trafiliśmy tak kilka razy (Jakarta/Jogjakarta, Indonezja) ;-) Więc jak ktoś nie lubi być budzony albo nie potrafi spać w stoperach, lepiej niech sprawdzi okolicę (także trochę dalszą). Prawda jest jednak taka, że w muzułmańskich krajach ciężko znaleźć rejon wolny od meczetów, gdyż stoją one dość gęsto, a że muezini starają się nawzajem przekrzyczeć, zawsze chociaż trochę będzie ich słychać. Ale może nie na tyle aby kogoś obudzić.

b) Budowy, remonty

Tu sprawa jest prosta. Albo je słychać jak się meldujesz albo nie. Jeśli tak, to wiesz co bierzesz ;-) A jeśli docierasz do jakiegoś miejsca wieczorem albo w niedzielę, możliwe że obudzą cię młoty pneumatyczne, wiertarki albo młotki (Luang Prabang, Laos) :-D Z drugiej strony zabudowa w miejscach, gdzie do tej pory byliśmy, jest bardzo gęsta i nawet w dzień ciężko stwierdzić, czy za hostelem nie budują nic nowego :-D Z kolei z trzeciej strony może obudzić cię ciężki sprzęt zrywający asfalt tuż pod twoim oknem, dając ci wiele czasu na pogodzenie się z perspektywą zwiedzania miasta po totalnie nieprzespanej nocy (Kuala Lumpur, Malezja). I kiedy wychodzisz rano i widzisz nowy asfalt tylko na połowie drogi już wiesz, że najbliższa noc będzie powtórką z rozrywki i nie pozostaje ci nic innego jak podziękować miłej skądinąd couchsurferce za tę przemilczaną wcześniej, dość jednak istotną informację :-P Oczywiście nie robisz tego, tylko dopisujesz kolejną rzecz do listy pytań ;-)

c) Pierzaste skur…, yyy…, kury i koguty

Te potrafią być strasznie upierdliwe, szczególnie wtedy, gdy już w środku nocy zaczynają piać jeden po drugim (Jogjakarta, Indonezja i El Nido, Filipiny). Koguty potrafią być upierdliwe do tego stopnia, że teraz szukając hotelu zwracamy baczną uwagę na to, czy w pobliżu nie czają się te wredne stwory ;-)

d) Jak sobie pościelesz…

Sprawdzać koniecznie! Poważnie, chyba że nie przeszkadza ci zwiedzanie miasta na „zombiaka”, po nieprzespanej nocy, ponieważ z powodu sprężyn twój materac przypomina łoże fakira (Vang Vieng, Laos) albo też czarną dziurę (Senggigi, Indonezja), w którą wpadasz zajmując jedyną możliwą pozycję – embrionalną (a nie każdy dobrze śpi w takim ułożeniu). O ile na jednoosobowym łóżku od biedy da się tak spać, to gdy materac jest dwuosobowy nieświadomie walczysz przez sen z partnerem o to, kogo ta dziura ma zassać jako pierwszego.

e) Ukryte zło

Po mojej i Polly bolesnej przygodzie (Sanur i Ubud, Indonezja), gdzie byliśmy smakowitym kąskiem dla pluskiew, za każdym razem sprawdzamy teraz czy w pokoju nie ma tych małych insektów. Przegląd materaca, poduszek i pościeli jest niezbędny, o ile oczywiście nie chcesz odstraszać innych ludzi swoim wyglądem, gdy twoja skóra przypomina jeden wielki czerwony pęcherz (o koszmarnym swędzeniu nie wspominając).

Do obecności karaluchów przyzwyczailiśmy się natomiast tak bardzo, że nawet kiedy jakiś ujawni się podczas oglądania pokoju, nie robi to na nas żadnego wrażenia i nie wpływa na naszą decyzję. W jednym przypadku zaskoczyła nas natomiast mysz buszująca po podłodze (Can Tho, Witnam).

4. Okna, czyli „ciepło” w pokoju

Jak przekonaliśmy się na własnej skórze, warto sprawdzić czy w oknach są szyby (Luang Prabang, Laos), szczególnie jeśli w nocy temperatura spada w okolice zera. Czasem, nawet jeśli są, w pokoju jest w dalszym ciągu zimno, bo najczęściej nie są one ogrzewane. Kaloryfery owszem gdzieniegdzie się zdarzają, ale takie pokoje zupełnie nie mieszczą się w naszym budżecie.  W takiej sytuacji jedynym ratunkiem jest podgrzewany materac – z takim cudownym wynalazkiem spotkaliśmy się jednak tylko w Sapie (północny Wietnam).

5. Nocne powroty

Można się zdziwić, kiedy wróciwszy do pokoju nieco przed północą odbijesz się od zamkniętych drzwi guest house’u (znów Luang Prabang). Zdziwienie jest jeszcze większe, kiedy żaden z kluczy nie pasuje do głównego zamka. Nie pozostaje wtedy nic innego jak pukaniem obudzić właściciela, oczywiście niezbyt zadowolonego, że musi wyczołgać się z namiotu rozłożonego na podłodze koło recepcji, przy okazji pokazując nam swoją twarz, całą posmarowana na grubo jakąś zielonkawą i podejrzanie pachnącą substancją ;-) Morał? Warto sprawdzić do jakiej godziny można bezpiecznie szwendać się po mieście.

6. Przerwa w dostawie

Dla nas w obecnych czasach nie do pomyślenia, że czegoś takiego jak prąd może nie być 24 godziny na dobę, jednak w niektórych miejscach na ziemi można spotkać się z sytuacją, że podłączamy sprzęt do zasilania, a kilka godzin później jest tak samo martwy jak przed „ładowaniem”. Najczęściej dopiero wtedy dowiadujesz się, że to nie awaria, ale zupełnie normalna i zaplanowana kilkugodzinna przerwa w dostawie prądu (El Nido, Filipiny i Mabul, Malezja).

7. Jeden Mach

Docieramy po nocy do miejscowości Pacitan na Jawie; „czekujemy” się, coś przegryzamy i idziemy spać. Rano śniadanie, odpoczynek na ganku, a tu jak coś nie walnie dźwiękiem. Co takiego? Wojskowe myśliwce może 100 metrów nad naszymi głowami :-D Okazało się, że tuż za naszym hotelem znajdowało się wojskowe lotnisko… Na poważnie to o lotniska specjalnie pytać nie trzeba, bo mieliśmy chyba wyjątkowe szczęście, że trafiliśmy na coś takiego ;-)

8. Przepraszam, czy grozi nam tajfun?

Wybierając się na Filipiny nie tylko należy sprawdzić, kiedy kończy się u nich sezon na tajfuny – zawsze może trafić się jakiś spóźnialski ;-) Jeśli w dodatku okaże się supertajfunem, a ty jesteś na maleńkiej wysepce, z której już nie możesz się wydostać, pozostaje tylko mieć nadzieję, że hotel wytrzyma wiatr wiejący z prędkością 320 km/h (Malapascua, Filipiny)…

9. WWW

Nie wystarczy zapytać czy WiFi jest dostępne – może się okazać, że co do zasady jest, ale akurat nie działa, albo że da się z niego skorzystać tylko koło recepcji, bo w pokojach nie ma nawet jednej kreski zasięgu (Bandung, Indonezja). Dlatego jeśli chcesz mieć net leżąc wygodnie w łóżku musisz to sprawdzić w tym konkretnym pokoju, który dostaniesz. Dostępność to jedna sprawa; drugą jest transfer, bo co ci po WiFi jak wyciągasz max 3 kb/s? Wtedy nie pozostaje nic innego, jak znaleźć knajpę z dobrą kawą i ciastkiem i tam robić poranny przegląd prasy lub wrzucać fotki z podróży (i znowu Luang Prabang…) ;-)

PS. Oczywiście nie jesteśmy bucami i nie robimy z siebie głupków, zadając te wszystkie pytania, gdy do sprawdzenia czeka kilka/kilkanaście innych potencjalnych noclegowni… Z pewnością zajęłoby to za dużo czasu albo któryś recepcjonista zmieniłby swoje nastawienie po takim odpytaniu ;-)

PS 2. Gdy obsługa hotelowa nie zna angielskiego (co zdarza się nadspodziewanie często), trzeba zdać się na łut szczęścia i liczyć, że wszystko będzie ok, szczególnie gdy miejsce do spania wybiera się po zapadnięciu zmroku i długiej, wyczerpującej podróży ;-)

PS 3. Mimo tego, co tu wypisałem, Laos jest mega zajebistym krajem :-D Już w tym momencie to numer drugi na naszej top liście, nie zrażajcie się więc do niego z powodu kilku błahych i przyziemnych spraw, jak np. wolne WiFi.

PS 4. Lista pytań powstała na bazie czteromiesięcznych doświadczeń – za każdym razem, jak coś nas zaskoczy staramy się to zapamiętać, a później wydziergać z tego jakiś pościk :-D

 

3 comments

  1. elmer
    elmer Luty 28, 2014

    Jakby to powiedzieć… Laos niestety spadł na drugie miejsce. Australia dla mnie jest w tym momencie nie do pobicia ;-)

    Odpowiedz
  2. Pojechana Luty 9, 2014

    Fajowy wpis! Wszystkie wymienione opcje zaliczyłam- z małymi modyfikacjami. Na przykład zamiast myszki na podłodze przyłapałam kiedyś… szczura w łóżku. Bez pytania bezczelny wlazł ;-)

    Odpowiedz
  3. elmer
    elmer Styczeń 17, 2014

    Laos awansował na numer 1. Gdyby tylko była tam woda z rafą i plażą to mógłbym już nigdzie dalej nie jechać :-D

    Odpowiedz

Odpowiedz

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress