Nurkowe Galapagos

Nurkowe Galapagos

Od tego wszystko się zaczęło, od tego zrodził się pomysł wyjazdu dookoła świata. Lata wyczekiwania, planowania, czytania i w końcu nadszedł ten dzień – jedziemy na Galapagos. Gdy kilka lat temu obejrzałem parę filmów nurkowych z wysp Darwina od razu wiedziałem, że chcę tam dotrzeć i zobaczyć wszystko na własne oczy. Kalkulując koszty lotów i potrzebny czas bardzo szybko wyszło, że lepiej pojechać na rok i trochę dołożyć niż jechać tylko i specjalnie tam :P Od początku miała to być wisienka na torcie tej podróży, którą schrupać miałem praktycznie na sam koniec. Czy faktycznie okazała się tak pyszna i czy warto było pokładać tak wielkie nadzieje dowiecie się niedługo ;) Ja z Martą jechałem tam głównie pod kątem nurkowym, dlatego też cały tekst będzie dotyczył głównie tej tematyki (drugi autorstwa Polly opowie bardziej o lądowej eksploracji wysp). Nazwy ryb będą głównie po angielsku, bo dla większości nie znam po prostu polskich odpowiedników, często też w naszym języku brzmią dość dziwnie… nie wspominając już, że można je zobaczyć poza granicami naszego kraju, więc zawsze spotyka się oryginalne nazwy ;)

Każdy trochę zorientowany w tematyce nurkowej wie, że jeśli nurkować na Galapagos to tylko w okolicach wysp Wolf i Darwin. Niestety nie jest prosto się tam dostać. Rejs jest bardzo długi i można do nich dotrzeć tylko na łodziach typu liveaboard. Safari nurkowe trwają od 8 do 10 dni i kosztują fortunę. Długo zastanawialiśmy się, czy w ogóle zdecydować się podwodne_galapagos_014na taki krok, bo przecież u wybrzeży głównych wysp archipelagu też jest masa nurkowisk. Z drugiej strony stwierdziłem, że przecież raz się żyje, a kolejnej okazji mogę nie mieć… Przed wyjazdem sprzedałem samochód aby mieć rezerwę na wypadek jakiejś katastrofy, a że do końca już niedaleko to w rezultacie podjąłem ciężką decyzję i samochód zamieniłem na safari dla dwóch osób; Po prostu nie będzie czym jeździć po powrocie ;) W okolicach lutego 2014 wiedzieliśmy już mniej więcej kiedy będziemy w Ekwadorze, więc można było powoli przymierzyć się do rezerwacji safari. Po wysłaniu pierwszych zapytań do firm ogarniających rejsy bardzo szybko zostałem sprowadzony na ziemię. Wyszło, że chyba w ogóle nie popłyniemy. W szczycie sezonu (a taki właśnie przypada od czerwca do grudnia) wszystko było zarezerwowane nie tylko w 2014, ale nawet w 2015. Na niektóre terminy nie ma nawet miejsc w 2016 roku ;D Zaczęły się nerwy i wymiana maili z agencjami… i po kilkunastu dniach udało się trafić zwolnioną przez kogoś ostatnią kajutę na łodzi Galapagos Sky (http://www.galapagossky.com/). Masa formalności, podpisów, ustalania szczegółów i w końcu wiadomo, że na 100% jedziemy w terminie 22-29 czerwca 2014.

Przed lotem na wyspy trzeba się trochę przygotować. Po pierwsze trzeba być dość doświadczonym. Nurki nie są łatwe, bardzo silne prądy i ciężkie warunki na powierzchni wymagają sporych umiejętności i wysiłku, dlatego też podstawowa sprawność fizyczna jest niezbędna. My byliśmy chyba najmniej doświadczonymi osobami, większość miała grubo ponad 300 nurkowań na swoim koncie, a byli nawet instruktorzy instruktorów, którzy przyjechali na wakacje ;) Oczywiście większość osób miała swój własny pełny sprzęt. My po pierwsze go nie mamy, a po drugie nawet zabranie tego co posiadamy nie wchodziło w grę ze względu na charakter wyjazdu RTW. Bardzo ważne jest, aby mieć rękawice, bo na miejscu nie można ich wypożyczyć. Są one wymagane i z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że również niezbędne – ze względu na prądy trzeba się mocno trzymać skał ;) Bardzo ważne jest też posiadanie licencji na Nitrox, gdyż większość czasu spędza się na głębokościach około 20-25 m, siedząc czasem w miejscu nawet po 20-30 min. Na zwykłym powietrzu są po prostu zbyt krótkie czasy bezdekompresyjne (szczególnie na trzecim czy czwartym nurkowaniu danego dnia), a bardzo często nie ma gdzie uciec wyżej, nie ma odpowiedniego punktu zaczepienia i z powodu prądu trzeba wcześniej kończyć nura.

Rejs zaczynaliśmy z wyspy San Cristobal. Szybkie zakwaterowanie na łodzi, przypisanie kajut i powitalny obiad. Potem przymierzanie sprzętu, składanie wszystkiego do kupy i pierwsze nurkowanie testowe jeszcze w porcie. Pod wodą nic ciekawego – podwodne_galapagos_126sam piasek, ale chodzi o zejście na około 5-8 m i sprawdzenie czy ze sprzętem wszystko ok., czy mamy odpowiedni balast, czy wszystko pasuje. Dodatkowo bardzo słaba widoczność, ale na osłodę wszędzie bawiące się lwy morskie. Pierwszy raz mieliśmy okazję zobaczyć je pod wodą, a że nie stronią od zabawy sprawiły nam niezłą frajdę przez prawie 30 minut. Po wyjściu na powierzchnię ostatnie poprawki w ekwipunku i wszystko zostawiamy na noc. Czeka nas całonocny rejs w stronę wyspy Baltra. Rano tankowanie łodzi i krótki dalszy rejs pod wyspę Bartolome gdzie mamy pierwsze zejście na ląd i krótką wycieczkę z jednym z naturalistów z naszej łodzi, który opowiada nam sporo ciekawostek o historii wysp oraz o roślinach i zwierzętach zamieszkujących poszczególne z nich. Mamy okazję zobaczyć pierwsze morskie iguany, sporo ptaków, jaszczurek i ponownie lwy morskie wylegujące się na brzegach. Po chwili pędzimy jednak z powrotem na łódź aby rozpocząć nurkowanie.

Cousins rock przy wyspie Bartolome. W wodzie masa ryb, trochę żółwi, trochę rekinów rafowych (White Tip Reef Shark), Scorpion Fish. Najfajniejsza była możliwość oglądania lwów morskich polujących na rybki. Olbrzymie ławice uciekające przed pojawiającymi się znikąd lwami pozostaną na długo w pamięci. Poza tym bardzo silny prąd, więc dość mocno się zmachaliśmy… i chyba tyle. Dobre wprowadzenie. W sumie nurkowaliśmy w tym miejscu dwa razy aby w nocy rozpocząć kolejny baaardzo długi rejs w kierunku wyspy Wolf.

Gdy dopływaliśmy do celu z samego rana przywitały nas delfiny (które zresztą pojawiały się praktycznie przy każdym rejsie między Wolf a Darwin). Zjedliśmy śniadanie, briefing i zaczynamy. Tego dnia 4 nurkowania na Wolf. Pierwsze w miejscu o nazwie Shark Bay. Możliwość obejrzenia pierwszych kilkudziesięciu rekinów młotów (Hammerhead Shark), masa muren, żółwie, Lobstery, dużo Trumpet Fish (olbrzymich rozmiarów). Było nieźle… ale płynąc taki kawał jednak chyba oczekiwaliśmy czegoś więcej. Przewodnicy zapewniają, że to była rozgrzewka i kolejne miejsce powinno nas zadowolić.

Landslide, bo tak nazywa się nurkowisko, to nasz następny cel. No i faktycznie, tego co stało się pod wodą nie sposób opisać. Gdy tylko wskoczyliśmy wylądowaliśmy na kilku Hammerheadach. Szybko dopłynęliśmy do skał i złapaliśmy się czego tylko mogliśmy, bo olbrzymi prąd nie dawał spokoju. Otaczał nas niekończący się potok mniejszych i większych ryb, czasami miałem wrażenie że tworzą swoisty dywan. podwodne_galapagos_070Ponadto pojawiła się ławica kilkunastu White Spotted Eagle Rays (płaszczki), które niczym w formacji wojskowej krążyły wokół, czasem przepływając po kilka centymetrów od nas. Gdy myśleliśmy, że to już wszystko… dopiero zaczęło się na dobre. Przed nami pojawił się pierwszy Galapagos Shark przepływając powolnie zaraz przed naszymi głowami. Miał raptem trochę ponad 4 metry. Zaraz za nim kolejny i kolejny. Potem wyskoczyła cała ściana Hammerhead Sharków. Przepływały w grupach po kilkadziesiąt sztuk, gdy gapiliśmy się na nie to zza naszych głów na zmianę wypływały to Galapagos Sharki, to  płaszczki. Do tego wszystkiego trzymając się skał powodowaliśmy ciągłe ich rozkruszanie co wabiło masę ryb, które przez cały ten czas podgryzały nasze palce domagając się więcej i więcej ;) Na zmianę patrzyliśmy się wokół lub na siebie nie wierząc w to co widzimy. Śmiało mogę powiedzieć, że było to moje najlepsze nurkowanie w życiu. Przez prawie całą godzinę pod wodą nie było żadnej przerwy w podwodnej akcji, a ilość rekinów jaką zobaczyliśmy przeszła najśmielsze oczekiwania. Kilkaset za jednym razem oraz tak blisko, naprawdę ciężko to sobie wyobrazić. Dodatkowo gdy kończyło nam się powietrze i musieliśmy z Martą wychodzić, to po drodze jeszcze natknęliśmy się na kilka sporych grupek Galapagos Sharków w a będąc samemu oko w oko z takim olbrzymem człowiek nie jest taki pewny siebie ;) Tym bardziej, że są one naprawdę ogromne i podpływają dosłownie na wyciągnięcie ręki. Ciężko też opisać twarze wszystkich wychodzących z wody… każdy miał po prostu wymalowanego banana na twarzy i nie był w stanie ukryć ekscytacji i podniecenia. A na nasze szczęście, zaraz szliśmy tam jeszcze raz ;) Za drugim razem było również niesamowicie, ale już nie do tego stopnia. Trochę siadła widoczność, były lekkie przerwy w naszym podwodnym show i czasem musieliśmy poczekać pomiędzy scenami ;) Mimo to znów zobaczyliśmy setki rekinów i nazbieraliśmy wiele emocji i wspomnień. Wieczorem jeszcze zaliczyliśmy nocnego nura, gdzie naoglądaliśmy się masy Lobsterów, krewetek, ślimaków itp. Przyjemnie, spokojnie i relaksacyjnie po ciężkich nurkowaniach dziennych. Wieczorem standardowo, kolacja i rozpoczynamy rejs na Darwin.

Na Darwin Arch planowo mieliśmy 6 nurków. Cztery dnia pierwszego i kolejne dwa następnego dnia rano. podwodne_galapagos_074Była to też pierwsza noc kiedy nie płynęliśmy i można było się w miarę spokojnie przespać ;) Dzięki temu, kilka rekinów zadomowiło się w sąsiedztwie łodzi i siedziało tam przez cały czas. Wyspa Darwina słynie głównie z dwóch rzeczy: olbrzymich ilości rekinów oraz możliwości zobaczenia Whale Sharka. Można powiedzieć, że misję wypełniliśmy połowicznie. Wszystkie nurki wyglądały mniej więcej w ten sam sposób. Wskakiwaliśmy do wody i właściwie od początku do końca oglądaliśmy rekiny. Zawsze były olbrzymie ilości Hammerheadów, do tego bardzo dużo lub dużo Galapagos Sharków. Od czasu do czasu dołączały do nich Silky Sharki, Black Tip Sharki, Silver Tip Sharki. Gdzieś tam między nimi przepływały żółwie, lwy morskie, tuńczyki (największy jakiego w życiu widziałem, sporo większy od człowieka), olbrzymie ławice ryb. Na skałach Lobstery, mureny, kraby. Oczywiście głównym punktem były zawsze Hammerheady, których czasem pojawiały się całe „ściany” (zdarzało się nawet, że z kilku stron). Raz mieliśmy okazję zobaczyć opisywane gdzieniegdzie przez ludzi „niebo rekinów”, gdzie nad naszymi głowami na rozjaśnionej słońcem wodzie wszędzie one przepływały. Super wrażenie.

Wszystkim jednak zależało na jednym (co jest zresztą moim marzeniem), zobaczyć Whale Sharka. Trzem osobom nawet udało się go dostrzec w oddali. Niestety był młody i mały, a na dodatek otoczony przez kilkaset Hammerhedów. Próbowali go dogonić, ale uciekł dość szybko. Standardowo w wysokim sezonie prawie zawsze można ujrzeć tego największego z rekinów. Niestety w tym roku jest kolejna anomalia pogodowa (nie wiem ile razy słyszeliśmy już to w trakcie ostatniego roku) i woda ma temperaturę średnio 4-5 stopni wyższą niż normalnie. Nie sprzyja to niestety rekinom wielorybim, które wolą troszkę chłodniejszą wodę. Lekko zawiedzeni brakiem tej ostatniej zdobyczy ruszyliśmy w drogę powrotną na Wolf, gdzie po raz ostatni zanurkowaliśmy na Landslide. Ponownie było super (do wszystkiego opisywanego wcześniej doszła jeszcze olbrzymia ławica barakud) ;) Z całą pewnością było to dla nas miejsce numer jeden tego rejsu.

Powrót nie oznaczał jeszcze końca nurkowania! ;) Po kolejnej nocce na otwartym oceanie dopłynęliśmy do północnej części wyspy Isabela. Nurkowanie na Marshall Cape zaliczam również do bardzo udanych. Spore zróżnicowanie życia podwodnego, przeróżne gatunki ryb, do tego Giant Mantas, lwy morskie, ławice barakud, podwodne_galapagos_104Spotted Eagle Rays, żółwie, Hammerheady. Aż szkoda, że nurkowaliśmy tam tylko raz, ale trzeba było się szybko zbierać, bo mieliśmy kilka godzin rejsu aby przedostać się na drugą stronę wyspy na miejsce o nazwie Punta Vincente Rocka. Znaczny spadek temperatury wody – do 21 stopni (chociaż oczywiście powinno być ze 3 mniej) i idziemy polować na Mola Mola (Sun Fish). Niestety, ale i tym razem się nie udało ;) Było to już nasze drugie podejście, bo na Bali też szukaliśmy i nie znaleźliśmy ;) Udało się za to trafić kilka innych rzeczy: olbrzymie koniki morskie (o wiele większe od tych widzianych do tej pory), małego i śmiesznego Bullhead Galapagos Sharka, przedziwną Redlips Batfish (dla której specjalnie aż z Japonii przyjechały dwie dziewczyny), masę płaszczek, polujące pod wodą kormorany (dziwne wrażenie oglądać pływające pod wodą ptaki, mogą schodzić nawet do 30 metrów). Do tego dosłownie wszędzie pływały żółwie i lwy morskie. Lekko zmarzliśmy, nie zobaczyliśmy głównej atrakcji tego miejsca, ale i tak było fajnie ;)

Pozostał nam jeszcze jeden punkt programu, a mianowicie w drodze powrotnej wysepka Dumb obok większej wyspy Pinzon. Było to chyba jedno ze słabszych nurkowań tego rejsu. Olbrzymi prąd, słaba widoczność spowodowały, że raczej się wymęczyliśmy i nie zobaczyliśmy już nic nowego (lwy morskie, żółwie, trochę ryb i płaszczek). Pozostało nam spakować sprzęt i ruszyć w stronę wyspy Santa Cruz gdzie ja z Martą (i z dwójką Belgów) wieczorem wysiadaliśmy (zaliczyliśmy jeszcze lądową wycieczkę po głównych atrakcjach wyspy), a reszta płynęła jeszcze na San Cristobal aby złapać lot powrotny.

No i teraz podsumowując… czym bym polecił? Rejs był zorganizowany na najwyższym poziomie, totalny luksus, niesamowite jedzenie, super kajuty. Obsługa na łodzi mega pozytywna, współtowarzysze w różnym wieku (raczej byliśmy z tych najmłodszych) i bardzo fajni. Sprzęt ok, chociaż ponownie potwierdziło się, że najlepiej mieć swój w pełni dopasowany. Jak dla mnie trochę za mało divemasterów (było dwóch), bo grupy po 8 osób to trochę za dużo przy tak ciężkich warunkach. A co pod wodą? Jeśli ktoś lubi duże rzeczy w ilościach nielimitowanych to jest to stanowczo miejsce dla niego ;) Do tej pory zawsze skakałem ze szczęścia widząc rekina, dostrzegając ich kilka byłem w siódmym niebie. Po Sipadanie myślałem, że lepiej nie będzie. Teraz zostałem całkowicie rozpuszczony. Mam wrażenie, że w trakcie tych kilku dni widzieliśmy ich grubo ponad tysiąc, jeśli nie więcej.podwodne_galapagos_100 Z chęcią popłynął bym jeszcze raz, ale wydaje mi się, że lepiej wybierać się w okolicach sierpnia/września gdyż wtedy są jeszcze większe szanse na zobaczenie Whale Sharka. Ja w każdym razie będę go musiał poszukać w innych miejscach ;) Należy pamiętać, że jest to tylko natura, z którą przecież nie da się umówić spotkania. W naszym wypadku nie do pobicia była miejscówka Landslide na wyspie Wolf. Kiedy rozmawiałem z divemasterami na Santa Cruz, to mówili że częściej to Darwin’s Arch miażdży po całości. Nigdy nie wiadomo (ponoć dwa tygodnie przed nami były bardzo słabe warunki i prawie nic nie było widać pod wodą). Dodatkowo wymieniając opinie z ludźmi na łodzi wszyscy którzy widzieli i byli twierdzą, że najlepszym miejscem do nurkowania na świecie jest Isla del Coco należąca do Kostaryki. Kto wie, może kiedyś. Niestety podobnie jak w wypadku Darwin i Wolf jest to tylko liveaboard i tylko wysoki budżet. Tanio wyjechać w takie miejsca się po prostu nie da ;(

PS. Aby mieć pełny obraz sytuacji, po zadekowaniu na Santa Cruz strzeliłem sobie jeszcze dwa dni nurkowe na Mosquera/North Seymour oraz na Gordon Rocks (które też jest bardzo znane i chwalone). Gordon Rocks zawiodło mnie dość mocno (pamiętajcie, że byłem prosto po safari), oczywiście widziałem Hammerheady i Galapagos Sharki, kilka większych ławic tuńczyków, Golden Rays, ale same nurkowania okazały się dość nudne i tylko co jakiś czas można było obserwować aktywność. Głównie czekaliśmy i szukaliśmy życia podwodnego. Na Galapagos nie ma praktycznie rafy, więc jak nic się nie dzieje to widać jedynie piach i skały ;) Mosquera również nie pokazała nic ciekawego. Bardzo podobał mi się za to North Seymour. Jest to rewelacyjne miejsce na oglądanie White Tip Reef Sharków. Jest ich tam po prostu cała masa. Momentami trzymaliśmy się skał, a 12-18 rekinów pływało między nami w odległości nieraz mniej niż metra, dosłownie można było liczyć im ząbki. W ogóle się nie bały i przez 20 min. razem sobie siedzieliśmy ;)

Zdjęcia podwodne dzięki uprzejmości: Johana, Jordana i Michaela.

 

9 comments

  1. Tomasz Maj 4, 2017

    Piękna sprawa. Tylko pozazdrościć.

    Odpowiedz
  2. viamundo Lipiec 22, 2015

    zazdroszcze, my nie nurkowalismy, ale tez uwazam ze Galapagos to jedno z najbardziej niesamowitych miejsc na ziemi! :) Jesli ktos z Was wybiera sie na wyspy, moze przydadzą się Wam aktualne informacje i ceny (z maja 2015)? http://viamundo.pl/2015/06/16/wyspy-galapagos-poradnik/

    pozdrawiamy

    Pozdrawiamy!

    Odpowiedz
  3. Asia | Byłem tu. Tony Halik. Lipiec 22, 2014

    Nie jestem nic a nic „zorientowana w tematyce nurkowej”, ale artykuł przeczytałam jednym tchem! Podwodne zdjęcia idealnie uzupełniają relację (niezależnie, który zdolniacha je zrobił).
    Pozdrawiam i cieszę się, że udało Ci się spełnić marzenie, a samochód… po co komu samochód?! (my też nie mamy, bo woleliśmy zamiast samochodu wyjazd do Nihonu!) A.

    Odpowiedz
  4. HiszpAnka Lipiec 21, 2014

    No jak zwykle piękne foty i fajny artykuł!:-) Pedro, a co się zawiera w tej kosmicznej cenie owego safari?;-)

    Odpowiedz
    • panor
      panor Lipiec 21, 2014

      Thx;) W cenie jest 8dniowy rejs, kajuta z klimatyzacją (naprawdę komfortowa) i łazienką (nawet jest ciepła woda). Do tego wszystkie posiłki (naprawdę jak z bardzo dobrej restauracji), nielimitowana ilość przekąsek, lokalne alkohole (wina i piwa), wszystkie nurkowania (w niektórych wypadkach Nitrox w cenie w niektórych trzeba dopłacić 100 USD), opieka przedstawiciela firmy na lotnisku i potem transport na łódź, 3 wizyty na lądzie z naturalistą który opowiada o tym i owym.
      W cenie nie ma sprzętu (dodatkowo około 200 USD jeśli nie masz swojego), lotu na Galapagos (około 300-400 USD), opłaty parkowej na Galapagos (100 USD) i chyba tyle ;)

      Odpowiedz
      • HiszpAnka Lipiec 22, 2014

        Ok, dzięki za szczegółowe sprawozdanie:-) Warto takie rzeczy wiedzieć, żeby mieć świadomość jakie tony kasy trzeba uzbierać;-p. Życzę maksymalnej zabawy i wrażeń w te ostatnie tygodnie wyprawy! Ależ ten czas leci… Pozdrowienia dla całej czwórki!:-)

        Odpowiedz
  5. CiotkaA Lipiec 20, 2014

    Faktycznie kosmiczna podwodna podróż. Fajnie, że spełniacie marzenia :-)
    Zdjęcia jak zwykle cudowne :-)

    Odpowiedz
  6. lachman Lipiec 19, 2014

    Zazdroszczę okrutnie. Nurkowałem na Galapagos ale tylko w pobliżu zamieszkanych wysp, a takie safari to jedno z moich największych nurkowych marzeń… Ale chcę się do tego trochę bardziej przygotować fotograficznie. Możecie przybliżyć temat kosztów? Przede wszystkim – czy jest szansa znaleźć na miejscu safari w znacząco niższej cenie niż oficjalny cennik? Pozdrowienia!

    Odpowiedz
    • panor
      panor Lipiec 19, 2014

      Jeśli jedziesz sam to masz szansę trafić coś na miejscu. Teoretycznie na stronach operatorów jest info, że miejsc nie ma ale co jakiś czas jakieś się zwalniają. Nie jest ich niestety za wiele. Ceny są trochę niższe, ale też nie za dużo. Jak my byliśmy na wyspach to najtaniej było za 4500 USD.
      Jak kupujesz z wyprzedzeniem np. dla dwóch osób, to druga osoba w niektórych firmach ma 50% zniżki. No i kolejna sprawa, rok rocznie ceny rosną średnio o 200 USD :/
      Pojawiła się też ponoć jakaś lowcostowa łódź o której wspominali nam divemasterzy, ale nie wiem jak z opiniami i warunkami. Możesz wybadać temat: http://www.galapagosislands.com/mid-range-cruises/pinguino-explorer/pinguino-prices-promotions.html

      Odpowiedz

Odpowiedz

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress