London calling

London calling

Po wielu miesiącach oczekiwań, kilku tygodniach przygotowań, pakowaniu, przeprowadzkach i wielu innych kwestiach organizacyjnych – w końcu ruszyliśmy! Pierwszy krótki przystanek – Londyn.

Na miejscu byliśmy umówieni z dobrym znajomym poznanym dzięki couchsurfingowi, Garym, który z samego rana odebrał nas z lotniska Heathrow. Pierwotny plan zakładał nocleg w jego miejscu zamieszkania pod Londynem, jednak ponieważ Gary uznał, że jest to trochę za daleko (tym bardziej, że wieczorem planowana była jego impreza urodzinowa) i być może trochę za ciasno, postanowił ulokować nas w apartamencie stosunkowo blisko centrum.

W drodze z lotniska usłyszeliśmy kilka wręcz nieprawdopodobnych historii dotyczących ostatnich tygodni, w trakcie których (nie ze swojej winy) rozbił 2 samochody, zepsuł samochód z wypożyczalni, a w kolejnym zastępczym aucie stracił przednią szybę, w którą uderzył przelatujący akurat kamień. Na szczęście w piątek przed naszym przyjazdem udało mu się brakującą szybę wstawić. London - parkDzień spędziliśmy odpoczywając w parku (popijając polską wódkę), rozmawiając i odsypiając serię pożegnalnych imprez (których iloć przerosła nawet tak zaprawione w bojach bobry). Wieczorem zebraliśmy się do pubu, gdzie Gary organizował swoje 31 urodziny. O dziwo, na miejscu okazało się, że 90% gości to Polacy, których serdecznie pozdrawiamy :) W klubie spędziliśmy kilka bardzo miłych godzin, tańcząc, rozmawiając i rozmyślając co przyniosą kolejne tygodnie.

Następnego dnia zebraliśmy się leniwie i oczekując na przyjazd Garego, który zabalował jednak trochę dłużej, postanowiliśmy poszwędać się po mieście. Plan zakładał, że nasz znajomy odbierze nas z okolic apartamentu, wspólnie pozwiedzamy Londyn i finalnie odwiezie nas na lotnisko. Gdy zadzwonił, nie mogliśmy uwierzyć, w to co słyszymy. Poprzedzającej nocy samochód został na jednej z mniejszych uliczek pod naszym budynkiem. Gdy Gary przyjechał po samochód, okazało się, że ktoś wybił szybę na przednim miejscu pasażera. London - samochódWszędzie w samochodzie było szkło i nie za bardzo była możliwość poruszania się tym środkiem transportu po mieście. Gary próbował znaleźć jakiś warsztat, który od ręki rozwiązałby problem, ale niestety była to niedziela, co uniemożliwiło rozwiązanie sprawy. Dodatkowo nie za bardzo mieliśmy czym wybitą szybę posprzątać, więc przednie siedzenie było właściwie wyłączone z użytku. W tej sytuacji postanowiliśmy zjeść szybki obiad w hinduskiej restauracji i na lotnisko pojechać metrem. W restauracji zaczęliśmy odczuwać lekkie zdenerwowanie – czas uciekał nieubłaganie, a obsługa ewidentnie nie radziła sobie z ilością klientów, która nagle zawitała w ich progach. Mieliśmy czekać około 15 min, a jedzenie dostaliśmy po 45. Do odlotu pozostało 3,5 h, a sam transport miał nam zająć około 1,5. Gdy w końcu udało się zjeść, wcisnęliśmy się wszyscy na tylne siedzenie samochodu Garego i ruszyliśmy w stronę hotelu, gdzie wcześniej zostawiliśmy bagaże do przechowania – i stała się rzecz właściwie niemożliwa… Gdy podjechaliśmy pod budynek, okazało się że stoją tam już 2 inne osoby, które nie mogą dostać się do środka. Po chwili po drugiej stronie drzwi pojawiła się cała obsługa hotelu, próbując odblokować zatrzaśnięte drzwi wejściowe. Niestety, bez powodzenia. Kolejne 10 min walki nie przyniosło rozwiązania. W końcu jedna z recepcjonistek wydostała się od zaplecza i od zewnątrz udało się jej otworzyć drzwi. Odebraliśmy plecaki, załadowaliśmy do bagażnika i ruszyliśmy w stronę stacji metra. Szczęśliwi, że w końcu problemy się skończyły, dojechaliśmy na miejsce. Gary postanowił przejść się z nami, aby mieć pewność, że na pewno pojechaliśmy we właściwym kierunku. Jakież było nasze zdziwienie, gdy podchodząc do wejścia na stację zobaczyliśmy czerwoną bramę i kilka osób z obsługi. Oczywiście okazało się, że jest jakaś awaria i stacja jest zamknięta :) To przelało czarę goryczy, tym bardziej, że do odlotu zostało mniej niż 3 h, a byliśmy ciągle w okolicach centrum Londynu. W tej sytuacji zgodnie stwierdziliśmy, że karma nam nie służy i nie mamy innej opcji, jak jechać jego samochodem. London - samolotUzbrojeni w okulary przeciwsłoneczne (na wypadek latających odłamków szkła) udaliśmy się w kierunku Heathrow i już na szczęście bez przygód, równo po godzinie jazdy, stanęliśny na płycie Terminala 5 lotniska Heathrow. Pożegnaliśmy Garego i udaliśmy się w kierunku odprawy. Tym razem wszystko poszło jak należy i mogliśmy spokojnie rozpocząć kolejny etap podróży – Singapur.

Gary, bardzo dziękujemy za pomoc i mamy nadzieję, że niezwykły pech samochodowy w końcu dobiegł końca :)

 

9 comments

  1. Sheepy Sierpień 15, 2013

    No to ładny początek :-) Jestem przekonana, że taki kaprys miała Europa aby Was pożegnać a świat czeka już z otwartymi rękoma na 4 bobry. Dzielnie stawiliście czoła pierwszym przeciwnościom losu, teraz tylko relaks i having fun! Czego oczywiście Wam wszystkim życzę.

    Odpowiedz
    • polly
      polly Sierpień 16, 2013

      tak tez i nam sie wydaje, thx ;-)

      Odpowiedz
  2. Gary Sierpień 14, 2013

    4 Bobry, where is the ENGLISH blog, K***** ? :D

    Odpowiedz
    • panor
      panor Sierpień 15, 2013

      On google translate :)

      Odpowiedz
      • Gary Sierpień 15, 2013

        Doesnt work very well :(
        4bobry, ty nie dobry :P

        Odpowiedz
        • polly
          polly Sierpień 16, 2013

          lol :-) and cmon, your polish is good enough to catch most of it!

          Odpowiedz
  3. HiszpAnka Sierpień 13, 2013

    No to po londyńskich akcjach, teraz to już z górki;-) czego Wam życzymy:-) Mucha suerte!

    Odpowiedz
    • Polly Sierpień 14, 2013

      Taka właśnie mamy nadzieje ;-) póki co wszystko idzie gładko :-) besos!

      Odpowiedz
  4. amister Sierpień 13, 2013

    jak nic limit pecha wyczerpany… :o)

    Odpowiedz

Odpowiedz

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress