Inkaskie szlaki

Inkaskie szlaki

Na początek przekornie przestrzegę i pomarudzę ;-)

1. Przestrzegę każdego podróżnika przed pewną rzeczą – zobaczyć przed wszystkimi innymi światowymi zabytkami Angkor Wat, to jak znaleźć i otworzyć prezent przed Gwiazdką. Później cieszysz się z niego, podoba ci się, ale to już nie jest to. I podobnie jest z tą najbardziej zachwycającą (mnie) kambodżańską świątynią. Wszystko inne, co później oglądałem, było ‚tylko’ fajne i ładne :-) Oczywiście bardzo ciekawe, oczywiście warte zobaczenia, często niezwykłe, ale w porównaniu z Angkor Wat już nie tak imponujące i mimowolnie zawsze, wszystko z nią porównuję i… to ‚wszystko inne’ zawsze przegrywa…

2. Pomarudzę tylko trochę i z przykrością stwierdzę dwie rzeczy. W nawiązaniu do punktu pierwszego, Machu Picchu (MP) również jest ‚tylko’ niesamowite, ale na szczęście  ratuje mu tyłek absolutnie genialne położenie i cała ta inkaska tajemniczość i dokładność. Druga sprawa to fakt, że miejsce to jest gigantyczną maszyną do robienia pieniędzy :-/ Wszystko jest koszmarnie drogie i do Aguas Calientes (miasteczka, z którego wyrusza się do MP) nie ma opcji dotarcia tam po taniości. O ile nie chcesz iść kilkadziesiąt kilosów wzdłuż torów, można dostać się tam tylko drogim pociągiem (powyżej 100 USD w dwie strony, chyba że jest się Peruwiańczykiem, wtedy podróż kosztuje 20 PLN) albo zorganizować sobie trekking po Inca Trail i do MP dotrzeć z buta. Tylko, że w drugą stronę i tak trzeba wsiąść w pociąg. Można robić krótsze i tańsze trekkingi, ale wtedy pociąg w dwie strony jest obowiązkowym punktem programu. Do tego przejazd pomiędzy MP a Aguas Calientes to kolejne 20 dolków (w jedną stronę), o ile nie chce się spędzić około półtorej godziny schodząc/wchodząc po stromych schodach – a gdy ma się już za sobą kilka dni chodzenia po inkaskich szlakach, to raczej się nie chce. A już na pewno nie ma się na to ochoty, jeśli zdecydowało się wejść 600 m. powyżej MP na górujący nad nim szczyt o tej samej nazwie. Jest to mega męcząca i stroma wspinaczka… Samo wejście do miasta i na szczyt to koszt rzędu 45 USD. Podsumowując, MP można zrobić nawet w jeden dzień wydając ‚raptem’ dwieście dolków albo wybrać się na jeden z wielu dostępnych trekkingów, gdzie wszystko powyższe jest już wliczone w cenę ;-)

I wreszcie mogę przejść do tematu ;-)

My zdecydowaliśmy sie na trekking trzydniowy, ale nie ten najbardziej znany, czyli Inca Trail (gdzie do MP wchodzi się przez Bramę Słońca po 3 albo więcej dniach – ilość dni zależy w pierwszej kolejności od zapasów gotówki na koncie, a dopiero później od kondycji), gdyż trzeba go rezerwować jakieś pół roku wcześniej, tylko na spacer po innych inkaskich szlakach, zwany Huchuy Qosqo. Nasz kosztował 440 USD i muszę powiedzieć, że wszystko powyżej tych dwóch stów, których chyba nie da się uniknąć, było warte każdego dolara.

Pierwszego dnia zrobiliśmy 16 km startując z 3700 m. n.p.m., zaliczając 4300, a kończąc na wysokości 3600 cusco_090na dużej półce skalnej, za plecami mając pozostałości inkaskiego miasta Huchuy Qosqo, a przed, czy raczej 600 m. pod nami, dolinę. Do tego miejsca doszliśmy po około 10 h. Według planu kemping mieliśmy mieć sporo wcześniej, ale że byliśmy super szybką grupą, udało nam się dojść sporo dalej. W ciągu tego dnia widzieliśmy piękne góry, doliny, laguny i kaniony, zjedliśmy wspaniały, wielodaniowy obiad w namiocie gdzieś pośrodku niczego, otoczeni owcami, lamami i końmi. Wieczorem nasi tragarze rozłożyli nam namioty i zabrali się za robienie kolacji. My w tym czasie przygotowaliśmy sobie spanie i wskoczyliśmy w ciepłe ubrania, bo po zachodzie słońca błyskawicznie zrobiło się zimno. Po pysznej kolacji szybko ewakuowaliśmy się do namiotów, wleźliśmy w podwójne śpiwory i poszliśmy spać.

O 5 rano obudzono nas herbatą z liści koki, ciepłą wodą do umycia i zapachami z kuchni ;-) Na namiocie i trawie szron, bo temperatura była jeszcze na minusie, za szczytami gór już zaczynało świtać, w dolinie jeszcze ciemna noc i trochę świecących świateł, przechadzające się niedaleko lamy i osiołki… Fantastyczne otoczenie, bardzo fajna grupa i oczywiście rewelacyjne śniadanie mega pozytywnie nastawiły nas na cały dzień, który lekki nie był ;-) Na początek ponad dwugodzinne, wyczerpujące i strome wejście na wysokość 4400 m. n.p.m. Na tej wysokości w ogóle oddycha się trudno, a dość ciężki plecak sprawia, że trzeba walczyć o każdy oddech i doskonale czuć, że tlenu w powietrzu jest zbyt mało. Na szczęście tym razem choroba wysokościowa nie dopadła żadnego z bobrów. Ja z Panorem skoczyliśmy jeszcze 100 m. wyżej porobić fotki i dopiero z tego miejsca mieliśmy extra widok na całą okolicę :-D Później czekało nas długie i mocno obciążające kolana, kilkugodzinne zejście do miasteczka nad duża laguną, gdzie zjedliśmy obiad i wskoczyliśmy w laczki. Zapakowaliśmy się do busa, po 2 godzinach dojechaliśmy do Ollantaytambo i wsiedliśmy w mega komercyjny pociąg do miasteczka u podnóża Machu Picchu. Absolutnie nie jest ta półtora godzinna przejażdżka warta 50 USD. Jest to mega przegięcie i po prostu sposób na robienie kasy… Po dotarciu na miejsce zadekowaliśmy się w hotelu, zjedliśmy kolację i poszliśmy spać, bo następnego dnia mieliśmy wstać o 4 rano.

Trzeciego dnia zobaczyliśmy ‚przemysł turystyczny’ w czystej postaci. O 5 rano wyszliśmy z hotelu i… stanęliśmy w kilkusetosobowej kolejce do busików wożących ludzi do cusco_052MP, następnie w takiej samej przed wejściem do MP, a później ciężko już było zrobić dobre zdjęcie bez turystów w tle ;-) Chyba nie ma osoby, która nie widziała MP na zdjęciach – miasto wygląda dokładnie tak, a do tego panuje w nim naprawdę niesamowity klimat, szczególnie o wschodzie słońca. My mieliśmy jeszcze niezłego farta, bo przez wszystkie dni mieliśmy piękną, słoneczną pogodę, co w przypadku MP i okolic zdarza się raczej nieczęsto. MP fascynuje mnie dodatkowo z dwóch powodów. Precyzja dopasowania kamieni jest nieprawdopodobna. Nie mam pojęcia jak i czym Inkowie byli w stanie ciąć głazy aby otrzymać idealne kąty proste i krawędzie równe do tego stopnia, że nie da się tam wcisnąć nawet żyletki. Drugą sprawą jest ich wiedza astronomiczna i umiejętność ustawiania budynków pod kątem współgrania ze słońcem. 21 grudnia pierwsze jego promienie przedostają się pomiędzy filarami Bramy Słońca i wpadają jednocześnie przez okno do Świątyni Słońca położonej kilka kilometrów dalej w samym MP. Miazga! I jedynie leciutko mnie tam irytowało właśnie to parcie na kasę… Do tej pory zwiedziliśmy wiele fajnych i ciekawych miejsc, zazwyczaj bez ryzyka bankructwa, tutaj inaczej się nie dało – no ale być w Peru i nie zobaczyć MP po prostu się nie da :-)

Najfajniejszym punktem dnia był dla mnie widok MP ze szczytu pobliskiej góry, po (już nie do końca fajnej) wspinaczce. Zmęczyłem się diabelnie, nadwyrężyłem kolana (w drodze powrotnej jeszcze bardziej i przez to nie zrobiłem kanionu Colca :-/) ale warto było. Naprawdę lubię góry :-D Szczyt Machu Picchu jest chyba najlepszym miejscem do podziwiania całego majestatu MP. Położenie miasta jest wprost oszałamiające i można sobie wręcz wyobrazić jak je budowano, rozbierając jednocześnie szczyt góry, wykorzystywany następnie jako budulec. Dokładając do tego wszystkiego rzekę, położoną kilometr niżej i otaczającą MP z trzech stron, otrzymujemy widok jak z kosmosu :-) Podsumowując – MP zrobić trzeba ale moim zdaniem KONIECZNIE w połączeniu z tą wspinaczką na szczyt. Inaczej jest to po prostu najdroższe na świecie zwiedzanie ruin.

Po południu znowu wsiedliśmy w pociąg, dojechaliśmy nim do Ollantaytambo, a stamtąd busikiem wróciliśmy do Cusco na zasłużony odpoczynek. Ten trekking był jedną z fajniejszych wycieczek, jakie do tej pory zrobiliśmy i możemy z czystym sumieniem polecić SAS Travel Peru, z którym spędziliśmy te 3 dni.

Już po powrocie do Cusco dowiedzieliśmy się o niedawno otwartym dla turystów i na razie darmowym mieście Inków, jeszcze większym i robiącym podobno bardzo duże wrażenie Choquequirao. Aby się do niego dostać trzeba wybrać się na pięciodniowy trekking – bez busików, pociągów, praktycznie bez turystów. Przyznam, że brzmi to bardzo ciekawie i gdybym nie zrobił wcześniej MP być może wybrałbym to drugie miasto :-P

Nie chcąc cusco_119kończyć tak szybko z Inkami, kolejnego dnia wybraliśmy się na wycieczkę do ich Świętej Doliny, jednak odkuwając się za MP przysępiliśmy chyba ciut za bardzo i niebyt dobrze na tym wyszliśmy… Z czterech miejsc, do których mieliśmy dojechać jednego nie odwiedziliśmy wcale (bazar w Pisac), do innego dojechaliśmy po zmroku i nic już nie zobaczyliśmy (Chinchero), a przez pozostałe dwa (rewelacyjne ruiny w Pisac i Ollantaytambo) zostaliśmy dosłownie przegonieni tak, że większej ich części nie zdążyliśmy zwiedzić, a to co zobaczyliśmy ledwo daliśmy radę przyfocić. Wniosek jest taki, że najlepiej poświęcić dwa dni na tą rewelacyjną dolinę (tym bardziej, że bilet do tych atrakcji kosztuje prawie 80 PLN i jest ważny właśnie dwa dni) i samemu zwiedzić te miejsca  ;-) Można wtedy wejść na każdą górę, przejść wszystkimi szlakami, a nawet zajrzeć pod każdy kamień ;-P

Bazą wypadową do tych wszystkich atrakcji jest miasto Cusco. Spędziliśmy w nim kilka dni przed, pomiędzy i po wycieczkach, i to nie tylko dlatego, że wreszcie w ciągu dnia było bardzo ciepło i mogliśmy wygrzewać się na słońcu po miesiącu ciągłego (z krótką przerwą na Rurrenabaque) marznięcia w Boliwii. Cusco nie dość, że jest niesamowicie malowniczo położone (w dolinie), to jeszcze pełne jest starych, inkaskich murów połączonych z hiszpańskimi budowlami. Wszystko to sprawia, że klimat jest wprost idealny do leniwego szwędania się po wąskich uliczkach i oglądania kolonialnych budynków, popijania kawy lub drinków w jednym z wielu barów albo po prostu do siedzenia na ławce na Plaza de Armas i czytania książki. Do jego ważniejszych atrakcji zaliczamy Qoricanchę, inkaską świątynię przerobioną później częściowo na kościół świętego Dominika, w którym jeden z bocznych ołtarzy sprawiał dziwnie znajome wrażenie. Okazało się, że wisi tam obraz Matki Boskiej Częstochowskiej, Jana Pawła II i jakiejś zakonnicy, być może również z Polski. Przy okazji mieliśmy możliwość spróbowania typowo peruwiańskiego, a dla Europejczyka egzotycznego dania – świnki morskiej. Przyznajemy, że widok tego sympatycznego, ale już upieczonego zwierzaka, któremu z pyszczka nadal wystają ząbki, a na nóżkach pozostało jeszcze trochę sierści, powoduje w pierwszej chwili lekkie zawahanie przed konsumpcją, ale przełamawszy je stwierdziliśmy, że świnka ma bardzo dobre, mocno czerwone mięso, choć o intensywnym i specyficznym smaku ;-)

Cusco jest bez wątpienia najładniejszym miastem Ameryki Południowej jakie do tej pory widzieliśmy i naprawdę żal mi było z niego wyjeżdżać, mimo że kolejna miejscówka czyli Arequipa, również zapowiadała się bardzo ciekawie ;-)

 

6 comments

  1. Rybak Lipiec 1, 2014

    Super zdjęcia, a wpis jest również bardzo ciekawy! :)
    Będę zaglądał tutaj częściej!

    Odpowiedz
  2. Sheepy Czerwiec 28, 2014

    No to sie załatwiłam :-) widziałam narazie tylko Angkor Wat. Do tego w planach mialam zrobic Peru i Boliwie w tym roku zatem chyba wybieram………..(proces myslowy) Władysławowo :-):-)

    A jak Wasze samopoczucie? Tesknicie za schaboszczakiem, truskawkami, polskim dobrym chlebem…dobra juz nie pisze bo wyjdzie ba to ze sie drażnię.

    Pozdrawiam z deszczowej Wawy

    Odpowiedz
    • polly
      polly Lipiec 9, 2014

      Niestety z Angkor już tak jest, co nie zmienia faktu że w każdym miejscu na ziemi znajdzie się coś niesamowitego ;) Zapewne i we Władku :]

      Co do tęsknoty to teraz najbardziej brakuje chleba, zwlaszcza ciemnego ze słonecznikiem, resztę w tej czy innej formie mamy prawie zawsze mamy :)

      Odpowiedz
  3. Lachman Czerwiec 16, 2014

    Zgadzam się w 100 proc że odwiedzenie MP bez wejścia na szczyt Machu Picchu to tylko bardzo drogi spacer po ruinach. Ale nie zgadzam się, że „nie ma opcji dotarcia tam po taniości”. Droga przez Hidroelectrica jest względnie tania, łączny koszt w jedną stronę z Cusco to jakieś 60 zł. Minibus do Santa Maria, colectivo do Hidro, 3 godziny spaceru wzdłuż rzeki i jesteś w Aguas Calientes.

    Odpowiedz
    • elmer
      elmer Czerwiec 16, 2014

      No faktycznie jest to taniej. Ale w Cusco jakoś nigdzie nie znaleźliśmy informacji o tej opcji ;)

      Odpowiedz

Odpowiedz

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress