Dziewięćdziesiąt sześć tysięcy…

Dziewięćdziesiąt sześć tysięcy…

Już od półtora miesiąca jesteśmy w Polsce (czas tutaj również leci tak samo szybko jak na wyjeździe…), a mi dopiero teraz, czyli po skończonym wreszcie remoncie i pomiędzy rozmowami o pracę, udało się zrobić to, do czego przymierzałem się od jakiegoś czasu. W ruch poszły: plan naszej podróży, ostatnie strony pamiętników Polly i mapy google’owe. Gdyby nie niedawny update tych ostatnich, czyli możliwość wyznaczania odległości od punktu do punktu po liniach prostych, moje zadanie zbyt proste by nie było, ale na szczęście ktoś w Google wpadł na świetny pomysł i ułatwił mi bardzo życie w tej kwestii.

I tak przez dobrych kilka godzin odtwarzałem sobie naszą trasę poprzez lądy, oceany, morza, jeziora i rzeki, jeżdżąc po mapie nie palcem tylko kursorem :-) Liczyłem podróż moją i Polly, bo Panory czasami byli w innych miejscach, a nie chciało mi się robić dwóch list :-D Wypisywałem, dodawałem, dzieliłem i okazało się, że przez ten rok zrobiliśmy mnóóóóóóstwo kilometrów i pomęczyliśmy dupska siedząc niezliczoną (to znaczy teraz już zliczoną) ilość godzin w różnych środkach lokomocji. „Straciliśmy” na to wszystko cały……. miesiąc!!! Tak, zgadza się. Gdyby wszystkie nasze podróże połączyć w jedną to zajęłoby to nam longiem 31 dni!!!

W samolotach przelecieliśmy 62.940 km, spędzając w nich 91 h (prawie 4 dni). 666 h (prawie 28 dni) zajęło nam przejechanie 32.480 km (autokarami, minibusami, taksówkami, pociągami) i przepłynięcie 650 km. W sumie pokonaliśmy trochę ponad 96 tys. km, i to nie licząc przejazdów taksówkami po miastach ani też krótkich dojazdów do jakiś atrakcji, lotniska czy dworca. Można powiedzieć, że „średnio” dziennie robiliśmy jakieś 90 km na lądzie i na wodzie :-) A trzeba jeszcze zaznaczyć, że w obliczeniach nie brałem pod uwagę czasu poświęconego na oczekiwanie na samolot/autokar/łódkę ;-)

28 razy (poza tymi w bilecie RTW dokupiliśmy 19 lotów) musieliśmy przechodzić kontrolę bagażową na lotniskach i tyle samo razy zastanawiać się kto tym razem straci plecak. O dziwo ani razu nikogo z naszej czwórki to nie spotkało :-) Jeśli chodzi o bagaże ogólnie to jedynie Panor miał jakiegoś pecha, bo to zazwyczaj jemu coś w plecaku psuli albo czymś go zalewali…

Najdłuższy lot trwał 13 h i przylecieliśmy wtedy z Londynu do Singapuru. Najkrótsze to loty z Miri do Mulu (20 min) i z Rurrenabaque do La Paz (25 min). Nie można tutaj nie wspomnieć, że podróż autokarem Drogą Śmierci z La Paz do Rurrenabaque (200km) zajęła nam 17 h i o mało nie wykorkowaliśmy podczas niej na zawał serca.

Najdłuższy jednorazowy przejazd autokarem trwał 23 h. Dojechaliśmy wtedy z Quito (Ekwador) do Cali (Kolumbia) pokonując 730 km, a kolejny już „tylko” 18 h; zrobiliśmy tamtego dnia 1150 km z Trujillo w Peru do Guayaquil w Ekwadorze. U Panorów było to 32 h z tym, że jechali do tego samego miasta bezpośrednio z Limy :-D A wszyscy razem przemęczyliśmy się trochę w Kambodży, jadąc znad morza baaaardzo okrężną drogą do Bangkoku – 27 godzin, trzy różne środki lokomocji i jedna próba oszustwa.

Doliczyłem się 123 pojedynczych przejazdów/przepłynięć pomiędzy lokalizacjami, a do tego trzeba dodać jeszcze 26 przeskoków samochodami po Australii i Nowej Zelandii (od kempingu do kempingu).

W ciągu tego roku odwiedziliśmy 21 państw (wliczając w to Wielką Brytanię, Makau i Hongkong) a w nich 140 miast i miasteczek śpiąc w 92 hostelach. Dodatkowo 11 razy (20 nocy) gościli nas couchsurferzy, a u znajomych, znajomych znajomych i rodzin (dalszych i tych nawet wcześniej nieznanych) spędziliśmy kolejne 20 nocy. Również 20 nocy przesiedzieliśmy/przeleżeliśmy w czasie przejazdów z miasta do miasta. Pod koniec mieliśmy już tego tak serdecznie dość, że nawet przez chwilę nie zastanawialiśmy się nad kupnem biletów lotniczych z Santa Marty do Bogoty :-D Z wyliczeń wyszło mi też, że 47 nocy spędziliśmy w namiotach (w dżunglach, parkach, górach, na wulkanach i na samochodach – kampery w AU i NZ) oraz w samochodach, tym razem grzecznie zaparkowanych na kempingach albo w parkach (również AU i NZ).

Natomiast jeśli chodzi o nasz budżet to największą jego część, bo aż 24% zjadła szeroko rozumiana rozrywka i kultura. Nie ma co się z drugiej strony dziwić bo przecież pojechaliśmy w tą podróż właśnie po to, aby zwiedzić świat :-D Kolejna, niemal równorzędną pozycję zajmuje transport – 23%; jakoś musieliśmy do tych wszystkich atrakcji dojechać. I gdzieś spać – noclegi to 19% wydatków. Później mamy „jedzenie na mieście” – 10% (wchodzi w to jedzenie, kawy, lody, alko itd) oraz najróżniejsze zakupy – 9%. W naszym przypadku nurki stanowiły 6% budżetu. U Panorów na pewno więcej choćby z powodu safari nurkowego w Australii i na Galapagos, poza tym Panor jest w ogóle maniakiem nurkowym i mógłby cały czas siedzieć pod wodą ;-) Na garderobę wydaliśmy 1% całej kasy – czasami musieliśmy wymienić jakiegoś ciucha albo po prostu dokupić ciepłe ubrania. Okazało się niestety, że nie mieliśmy cały rok wysokich temperatur tak jak tego oczekiwała Polly. 4% budżetu poszło wreszcie na takie różności jak pranie, lokalne karty sim i pakiety internetowe, telefon Polly, wizy, masaże, lekarstwa i prowizje za bankomaty (szczególnie na Filipinach).

W sumie to tyle w kwestii podsumowania :-D Trzeba teraz zacząć zbierać kasę na kolejny taki wyjazd bo jeszcze bardzo dużo zostało do zobaczenia na świecie :-P

P.S. Oczywiście gdzieś w tych wyliczeniach są jakieś niedokładności ale z liczb wychodzi mi, że przez ten rok musieliśmy się dość ciężko napracować aby wykręcić takie wyniki :-)

 

4 comments

  1. Marcin Styczeń 30, 2015

    ale te 50 gr na osobę czy jako para per km ?

    Odpowiedz
  2. elmer
    elmer Październik 5, 2014

    Odpowiem małą zagadką, bo właśnie zauważyłem pewną prawidłowość – na osobę wydaliśmy dokładnie 50 gr za każdy pokonany kilometr ;-) Więc poniekąd odpowiedź jest w tekście

    Odpowiedz
  3. Tomek Październik 3, 2014

    To ile calosc kosztowala?

    Odpowiedz

Odpowiedz

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress