Cztery „Pe”

Cztery „Pe”

Wiemy, Wy zresztą też już wiecie, co, dlaczego, gdzie i kiedy. Za nami tak naprawdę najtrudniejsza rzecz – znalezienie w sobie na tyle odwagi, żeby zrealizować marzenie. Za nami też najłatwiejsza sprawa, a mianowicie faza PLANOWANIA. Trasa jest, bilety kupione, ubezpieczenie (oby niepotrzebne) ogarnięte. Nie oznacza to oczywiście, że w trakcie tego bądź co bądź całego roku nie będziemy improwizować – różne rzeczy mogą się po drodze wydarzyć i różne pomysły mogą się jeszcze pojawić (oczywiście przed totalną improwizacją powstrzymywać nas będą kupione już loty ;-)

Teraz przyszedł czas na PRZYGOTOWANIA. Pomyślałem dzisiaj w pracy ile jeszcze rzeczy musimy zrobić przed wyjazdem – jak się okazało całkiem sporo :D

  1. Przede wszystkim musimy dokończyć szczepienia – jakoś dużo na szczęście ich nam nie brakuje, mamy za sobą szczepienia przed Tajlandią i Indiami, co w kilku przypadkach pokrywa się z zaleceniami dla krajów, w których będziemy. W razie gdyby dziabło nas coś potencjalnie malarycznego musimy też mieć malaron – oczywiście nie będziemy tego zażywać przez cały rok :D

  2. Oczywista sprawa, a więc wynajęcie mieszkania – żeby „kredyty same się spłacały” :) – w przypadku moim i polly nieodłącznym, czy może raczej stałym choć ruchomym elementem „wyposażenia”, będzie nasz kot Zonka :D Naturalnie pod warunkiem że mieszkanie wynajmiemy znajomej, spokojnej, ustatkowanej, opiekuńczej, obowiązkowej, bezdzietnej i kochającej koty osobie lub parze ;-)

  3. Sprzedaż samochodów – akurat kasa jest tym, czego nam trzeba w każdej ilości.

  4. Musimy też ogarnąć PIT-y za ten rok – może nie fizycznie, ale wypada dogadać się z obecnymi pracodawcami żeby nas rozliczyli.

  5. Do załatwienia są też takie różne drobnostki, jak ubezpieczenie mieszkania na półtora roku, załatwienie komuś pełnomocnictw/upoważnień do spraw różnych i poinstruowanie tego kogoś z różnych tematów, które mogą się pojawić w ciągu roku (w tym miejscu pragniemy szczególnie mocno pozdrowić naszych kochanych rodziców ;-)).

  6. Kolejna oczywistość, a więc spakowanie i wywiezienie naszych rzeczy z mieszkań do rodziców/teściów – czyli w sumie przeprowadzenie się tyle, że bez „się” ;-)

  7. Trzeba też przebrnąć przez masę przewodników, blogów, forów internetowych w celu wybrania najfajniejszych/najciekawszych miejsc wartych zobaczenia – niekoniecznie tourist places ;-)

  8. Wypadałoby zarezerwować kilka pierwszych miejscówek, np. bazę nurkową na Mabulu i spanie w dżungli na Borneo.

  9. Do ogarnięcia jest nocleg w Londynie na początku tripa, liczymy na Garrego – naszego couchsurfingowego kumpla

  10. Ale przede wszystkim do załatwienia jest urlop bezpłatny w pracy, a jeśli pracodawca nie będzie współpracował – złożenie w wymaganym terminie wypowiedzenia.

Chyba najbardziej przeraża mnie punkt 6… ;-)

I wreszcie przyjdzie czas na PAKOWANIE – to dopiero będzie wyzwanie, no bo jak bez pewnych wyrzeczeń spakować wszystko w jeden plecak tak, żeby dało się go w miarę łatwo nosić przez cały rok? Nie może być za ciężki bo nam nogi w ……., no inaczej mówiąc poodpadają ;-) Trzeba będzie zrobić ostre cięcie ubrań (już wyobrażam sobie rozterki naszych połówek :P) bo to jedyna rzecz z jakiej można (raczej) bezboleśnie zrezygnować – w miarę zużywania będziemy je po prostu wymieniać na nowe, na szczęście w większości krajów za grosze :D

Karty, pieniądze, paszporty, bilety, najpotrzebniejsze kosmetyki, okulary (i te zwykłe, i te z ciemnymi szybami), soczewki i płyny do nich to oczywista oczywistość.

Poza tym w czym będziemy chodzić (mus to porządne wodoodporne trapery) i spać, trzeba zabrać dobrze wyposażone apteczki i niezbędną elektronikę. Tu dużym ułatwieniem będzie Kindle – jeden załatwia sprawę dziesiątek książek i przewodników, ale poza tym potrzebujemy laptopa (zgrywanie i przesyłanie zdjęć, PISANIE BLOGA :D, kontakt z rodzinami i przyjaciółmi, dla niektórych FB :D), telefony, ładowarki, kable, latarki, aparaty fotograficzne… Ała, sporo tego, a wszystko oczywiście swoje waży.

Do tego jakiś zestaw obozowicza: manierka, kubek, sztućce; w końcu czasami na plaży trzeba będzie obiad przygotować, nie będziemy zawsze chodzić na „gotowe” :D

Coś czuję że pakowań i przepakowań będzie wieeeeeeele.

Ostatnią fazą będzie POŻEGNANIE… Tego na razie nie potrafię sobie wyobrazić…

 

6 comments

  1. Ewa Sierpień 9, 2013

    Trafiłam do Was po reklamie Oli przed Południkiem Zero i muszę przyznać, że wiedziała co mówi :)
    Fajnie się Was czyta. Podoba mi się też ten wpis za różne szczegóły, których zwykle brak.
    Trzymam kciuki za wynajęcie mieszkania. Ja swoje kupiłam w tak „świetnej” lokalizacji, że spłacać się samo nie chce ;)
    Nie przesadzałabym tylko z wielkością apteczki. Leki mają swojąwytrzymałość, rownież temperaturowa i po miesiącu w tropikach mogą przynieść więcej szkody niż pożytku. I warto odwiedzać lokalne apteki bo często są bardziej skuteczne. Powodzenia :)

    Odpowiedz
  2. http://szymkowiak.pl szlabany Maj 31, 2013

    normalnie zazdroszczę ; )

    Odpowiedz
  3. elmer
    elmer Kwiecień 7, 2013

    Nie ma to jak nasze plany sylwestrowe taknie? :D Najfajniejsza opcja to to że mamy 3 kraje do wyboru w których możemy zaimprezować w ten dzień :D

    Odpowiedz
  4. Ola Kwiecień 7, 2013

    Kilka tygodni na kartonach i jakoś przebrniecie przez wywóz nadmiaru stanu posiadania- wiem co mówię ;-) A w podróży mniej znaczy więcej co już na pewno wiecie.
    Pożegnania bywają bolesne (szczególnie dla wątroby), ale nie zapominajcie, że z niektórymi friendsami będziecie się dzięki tej podróży witać :-) No i trzymam kciuki za te urlopiska!

    Odpowiedz
  5. panor
    panor Kwiecień 3, 2013

    nie dziękuję:) a pozycję dodam na czytnik do przeczytania w trakcie podróży:)

    Odpowiedz
  6. arek Kwiecień 3, 2013

    Powodzenia Panor, zazdroszczę Ci. Przeczytaj sobie witajcie w raju, pozwoli uniknąc pulapek. Bede sledzic :)

    Odpowiedz

Odpowiedz

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress